"Poeci gniewu"
Wywiad z Glacą

Istnieją od czterech lat, jednak dopiero rok 1994 otworzył przed nimi możliwość wejścia na szerszy rynek. Czwarte miejsce podczas Mokotowskiej Jesieni Muzycznej, zwycięstwo na festiwalu w Węgorzewie i ostatni, największy triumf- FMR Jarocin ’94. Mimo, że miejsca konkursowe trudno uznać za właściwy sposób weryfikacji wartości muzycznych - ich ilość i jakość, o czymś jednak świadczy...
Może zabrzmi to nieskromnie, ale zawsze w nas wierzyłem. Nie chodzi mi o to, że jesteśmy najlepszą kapelą na świecie, po prostu, wierzę, że nasze postrzeganie rocka, jako synonimu żywiołu, energii, ekspresji czy pewności siebie jest jedynym właściwym sposobem uchwycenia jego istoty. Nasza muzyka wypływa z serca i choć może brzmi to jak tani slogan reklamowy, my w to naprawdę wierzymy. Naszym celem jest stworzenie czegoś, co sam określam jako MUZYKA TOTALNA. Maksymalna energia słów, poparta maksymalną energią dźwięku.

To, o czym mówisz, kojarzy się nieco z poglądami głoszonymi przez muzyków związanych z niezależną sceną hard core-reggae. Czy jesteście w jakiś sposób związani z tym ruchem?
Ani z tym, ani z żadnym innym! To co mówię, to co śpiewam i to co gramy nie jest wyrazem żadnej ideologii. To jestem ja, my - pięciu zwyczajnych facetów z Poznania. Pięciu muzyków chcących coś tam przekazać słuchaczom. Taki jest właśnie dla nas sens tworzenia - wyrażenie siebie - samorealizacja. I podkreślam - BEZ IDEOLOGII

W jaki sposób przedstawiasz to w tekstach? Mają one chyba dla ciebie duże znaczenie?
Śpiewam o sobie, o zwyczajnych, codziennych problemach. O tym, jak reaguję na pewne sprawy, jak je przeżywam. Niektórzy mówią, że jest w nich dużo gniewu, i rzeczywiście trudno nazwać je tekstami człowieka zadowolonego z życia. Są pewne sprawy, które muszę poruszać. Jest to dla mnie pewnym wentylem bezpieczeństwa, wyładowaniem gniewu. Jestem spokojniejszy jeżeli mogę ludzi uczulić, zwrócić ich uwagę na pewne niepokojące zjawiska. Nawołuję ludzi do myślenia, do bycia sobą - jednostką, a nie bezmyślnym tłumem. Zbyt wiele jest osób chętnych do rządzenia, do traktowania społeczeństwa jako środka realizacji swoich, prywatnych planów. Postaci na pół genialnych, a na pół zepsutych i chorych. STALIN, MAO TSE TUNG... przykładów jest wiele. Uważam, że trzeba także ludziom mówić o respekcie i szacunku, który jesteśmy sobie nawzajem winni. Respekcie dla ras, osób chorych (choćby na AIDS) czy, w ogóle dla inności. Jeżeli usłyszy mnie 1000 osób, do 100 to jakoś dotrze, 50 zrozumie, a 10 zaakceptuje, to będę szczęśliwy. Dobra, starczy chyba tej filozofii.

W ostatnim czasie osiągnęliście spore sukcesy. Czym one zaowocują?
To jeszcze nic pewnego, ale jesteśmy po pierwszej rozmowie z firmą "X". Okazało się, że mamy wspólne zdanie co do pewnych kwestii związanych z przyszłością SWEET NOISE. Jest realna szansa na kontrakt.

Czy nie obawiacie się, że współpraca z komercyjnym potentatem może źle wpłynąć na wasz wizerunek?
Nie. Tak jak powiedziałem, jesteśmy zgodni, co do przyszłości zespołu. Żadnych ingerencji w muzykę ani w teksty. Myślę, że nadal będziemy sobą. Poza tym, nie jesteśmy związani żadnymi ideologicznymi obietnicami, które zabraniałyby nam podpisania takiego kontraktu. Chcemy, żeby nasza muzyka dotarła jak najdalej, żeby jak najwięcej osób mogło usłyszeć o sprawach, o których mówiłem przed chwilą. To tak naprawdę jest istotne i możliwe do osiągnięcia jedynie za sprawą szybko wydanej płyty i jej dobrej promocji.

Czy oprócz tak wymiernych efektów jak kontrakt, występy na dwóch dużych festiwalach, dały wam jakieś korzyści?
Oczywiście. Mieliśmy możliwość konfrontacji, zarówno z debiutantami, jak i czołówką polskiego rocka. Dało nam to sporo, upewniliśmy się, że na naszym rynku istnieje pewna luka, którą czujemy się na siłach wypełnić. Bardzo ważne było dla nas zaprezentowanie się tylu tysiącom widzów. Jeżeli nawet nic byśmy teraz nie osiągnęli, to zawsze komuś utkwiliśmy w pamięci. Sam widzisz, ganiałeś mnie kilka dni, żeby zrobić wywiad, a zapewniam cię, że takie rzeczy nie zdarzały mi się przez cztery lata.

Jak odebrałeś poziom zespołów, które wraz z Wami startowały w konkursie? Nie ukrywam, że dla mnie byliście jedynym zespołem, posiadającym własną osobowość.
Dzięki. Widzisz, trochę głupio mi wymądrzać się na ten temat. Faktycznie jednak było kilka rzeczy, które mnie raziły u zespołów. Przede wszystkim brak oryginalności. Oni wszyscy chcą grać koniecznie, jak jakiś ich idol na zachodzie. Jak to co oglądamy codziennie w MTV. Nie wiem dlaczego nie widzą, że taki jeden, czy drugi muzyk, żeby stać się czyimś idolem, musiał wypracować przede wszystkim indywidualny charakter swoich dźwięków. Oni w większości o to nie dbają, przez co wtapiają się w masę naśladowców. Zobacz, ja na przykład chowałem się na Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu, wiesz JUDAS PRIEST, IRON MAIDEN, czy wcześniej JIMI HENDRIX i BLACK SABBATH. Sam powiedz, czy to słychać w naszej muzyce? Nie. Ona powstała jako zestaw fascynacji i doświadczeń. Powiedzmy, że ja i BALBINA wnieśliśmy brytyjski metal, YACH i LETKI - klimaty zdecydowanie cięższe, o innych rozwiązaniach harmonicznych, a MAŁY... blues. Powstał taki zlepek, który jednak zupełnie dobrze funkcjonuje jako jedna całość.

Kiedy należy oczekiwać waszej płyty?
Nie wiem, to zależy jak potoczą się rozmowy z wydawcą. Mogę jednak powiedzieć, że bardzo zależy nam na czasie. Chcemy jak najszybciej zarejestrować te cztery lata grania i tworzyć dalej na bieżąco. Pewne jest, że będziemy nadal dużo koncertować. Zawsze uważałem nas za zespół koncertowy i tak chyba powinno zostać.


Rozmawiał: Wojtek Wysocki
Data: ??.??.1994
Źródło: muzyka.wp.pl

<< Powrót