|
Rozmowa z Glacą, liderem zespołu Sweet Noise
Komu pokazujesz wyciągnięty srodkowy palec na zdjęciu zamieszczonym we wkładce do nowej płyty Sweet Noise - "Czas ludzi cienia"?
To gest, który kieruję szeroko rozumianemu "systemowi", który poniewiera ludźmi, manipuluje nimi i okłamuje ich. Mam tu na myśli polski rząd i polityków, którzy zawiedli nasze zaufanie, ugrzęźli w korupcji i niemocy, ale także nasz show biznes, który oszukuje młodzież, wciska jej tandetę i kicz nazywając to produktem najwyższej jakości.
Dlaczego unikasz takiego nazywania rzeczy po imieniu w swoich tekstach?
Dosłowne postawienie wielu spraw umieściłoby nas w sztywnych ramach doraźnej publicystyki. To dobrze robi Kazik i jemu to pozostawiam. Ja chcę, aby moje teksty były uniwersalne. Dzięki temu słuchacze mogą odbierać je bardziej osobiście, odnosić zawarte w nich treści do własnego życia.
Ile jest w Twoim buncie kreacji artystycznej, a ile autentyzmu?
Wszystko, o czym śpiewam ma źródła w moich autentycznych przeżyciach. Nigdy nie udaję, zawsze sięgam do własnych doświadczeń. Dzięki temu moje teksty są przesycone emocjalną prawdą. Młodzi ludzie to wyczuwają i wierzą mi.
Jest jednak w Waszej twórczości pewien element kreacji - kiedy zobaczyłem, że podczas koncertów nosicie na scenie maski, pomyślałem od razu: "naśladują Slipknot"...
Slipknot używa przerażających masek, aby wywołać strach. To tani efekt rodem z kiepskiego horroru. Nasze maski są zupełnie inne - białe, ascetyczne, z literą "X" na czole. Oznaczają one ludzi bez twarzy, pozbawionych własnej osobowości, wtłoczonych w bezimienny tłum. Wspomniany "X" stanowi aluzję do terminu "Generacja X", którym określa się dzisiejszą, pozornie bezideową młodzież.
A po co te wszystkie wulgaryzmy w tekstach - rzeczywiście posługujesz się na codzień takim językiem?
Sytuacja na świecie staje się coraz bardziej napięta. Nie ma już czasu na delikatne perswazje i tłumaczenia. O wielu trudnych sprawach trzeba mówić głośno i bez owijania w bawełnę. Dlatego używam ostrych słów - mają one zaszokować i wstrząsnąć słuchaczem. Tylko w ten sposób można zwrócić uwagę ludzi na wiele problemów.
Brakuje mi w Twoich tekstach pozytwnego przesłania.
Skonstruowaliśmy "Czas ludzi cienia" na zasadzie kontrastu: negacja w tekstach - pozytywna energia w muzyce. Nie mamy zamiaru dawać młodym ludziom gotowych recept na życie. Nawołujemy jedynie: wyłam się z "systemu", rozerwij łańcuchy, które cię krępują, domagaj się swoich praw! Chcemy w ten sposób doprowadzić do przebudzenia się młodych ludzi z letargu i zniechęcenia. Najwyższy czas wziąć sprawy w swoje ręce.
Gwałtownie atakujesz polski show biznes...
Byliśmy na tyle blisko różnych przekrętów, że mamy prawo o nich mówić. W dużych wytwórniach płytowych siedzą na wysokich stołkach kompletni ignoranci - biorą ogromne pensje, dostają wspaniałe samochody i oszukują młode zespoły wmawiając im, że zrobią karierę, wiedząc, że w rzeczywistości nikt o nich nie usłyszy. Dzieje się tak, ponieważ ogromne pieniądze przeznaczane na produkcję i promocję idą do ich kieszeni. Brak jakichkolwiek efektów swej pracy tłumaczą potem recesją na rynku i brakiem zainteresowania muzyką ze strony młodzieży.
Podjęliście niebezpieczną krucjatę przeciwko polskim gigantom rozrywki.
Zerwanie kontraktu z Universalem okazało się bardzo toksycznym ruchem, który sprawił, że "Czas ludzi cienia" stał się szybko płytą budzącą strach i wątpliwości dużych wytwórni. Własna wizja wyprodukowania muzyki sprawiła , że realizator - Leszek Kamiński - zostawił nas bez słowa w połowie prac nad albumem. Postanowiliśmy jednak zainwestować wszystkie nasze oszczędności i wyprodukować płytę sami. Szybko nauczyliśmy się jak produkuje się muzykę. Ponieważ wszystko kontrolowaliśmy sami - efekty zadowalają nas w stu procentach.

Rozmawiał: Paweł Gzyl
Data: 16.09.2002
Źródło: Dziennik Polski
<< Powrót
|