Piotr "Glaca" Mohamed

Piotr "Glaca" Mohamed - postać znacząca na polskiej scenie rockowej. Nie ma fanów ostrego grania, którzy nie znaliby lidera Sweet Noise. Obecnie związany z Poznaniem, mieszka w Swarzędzu. Urodził się jednak w Sudanie i to za nim tęskni tworząc jedną z ważniejszych obecnie kapel w Polandzie. O wielkim pisarzu Ryszardzie Kapuścińskim i miłości do Afryki rozmawiali z Glacą Jarek Mixer Mikołajczyk i Anka Hofman

Dlaczego właśnie Kapuściński poruszył frontmana Sweet Noise?
Myślę, że w ogóle niewiele jest śmierci, które poruszyły mnie tak głęboko. Zawsze, kiedy odchodzą wielcy ludzie, pojawia się jakaś refleksja i myśl. Ja staram się to obrócić przede wszystkim w twórcze działanie. Ryszard Kapuściński był dla mnie osobą bardzo ważną dlatego, że pisał o ludziach, dotykał realnego życia i na pewno okupił to również cierpieniem. Poświęcił życie jednej sprawie – poznawaniu ludzi w ich warunkach życia, asymilowaniu się z nimi. Dlatego dla mnie jego odejście, odejście człowieka, który tak dużo mówił o innych, tak pięknie pisał, miał w sobie tyle empatii i współczucia, było sprawą na tyle ważną, że… to „urodziło się” tak naprawdę natychmiast. Poza tym on również kochał Afrykę. Akurat zbiegło się to z moją podróżą na kontynent afrykański i z muzyką, którą stamtąd przywiozłem, więc było tylko takie „click” i zacząłem tworzyć to na gorąco.

Na stronie Sweet Noise jest zapis o tym, że dziennikarzem nie może być ktoś, kto nie jest dobrym człowiekiem. Czy takim właśnie był dla ciebie Kapuściński??
Na pewno. Sądzę, że jeżeli byłoby więcej dziennikarzy i ludzi, którzy zajmują się przekazywaniem informacji, uczeniem nas o innych, ogólnie o sferze rzeczy, które do ludzi pracy muszą docierać poprzez media, książki, muzykę czy internet - gdyby było w tym wszystkim więcej uczciwości i współczucia dla drugiej osoby, to myślę, że byłoby dużo mniej cierpienia. Jeżeli jakiś procent ludzi byłby nastawiony nie tyle na zyski, ile na to, że wierzyłby całym sobą, tak jak Ryszard Kapuściński, że można zmieniać świat, że można pomagać ludziom i próbować odwrócić bieg historii, która nieuchronnie napędza świat do jakiejś globalnej katastrofy, w związku z tym, że tak naprawdę nikt nikogo nie słucha, nie ma wzajemnego zrozumienia, nie ma współczucia dla ludzi biednych, których w świecie jest wielka przewaga. Jest ich dużo, jest ich dużo za dużo i zbyt mało ludzi ze świata zachodniego myśli o kwestii pomocy innym. Konsumpcja dotarła w tej chwili do tak ekstremalnego i absurdalnego punktu, że uczymy własne dzieci, że najważniejszym punktem życia jest zdobyć najnowszy telefon komórkowy, zapełnić go mocą wszelkich aplikacji, i tak naprawdę wchłaniać, wchłaniać, wchłaniać, a nikomu nie dawać. To jest początek katastrofy.

W swoich tekstach dotykasz spraw społecznych. Czy czujesz się w jakimś stopniu publicystą?
Nie wiem czy czuję się publicystą. Nie sądzę. Ale na pewno docieranie do ludzi jest dla mnie ważne. Kiedy byliśmy w RPA, szczytem marzeń tego pobytu było zagranie w townshipie. Townshipy to getta dla ludności czarnej stworzone przez system apartheidu. Udało nam się wykonać utwór „Victims Of War”, nad którym aktualnie pracuję w studio, w takim właśnie getcie. Dla biednych dzieciaków, dla biednych początkujących MC’s, na tak zwanym sound-systemie, organizowanym w wolne dni na boiskach i placach. To było niesamowite zanieść tym ludziom energię rocka. Pewnie to co wykonaliśmy, tu nie zostałoby już nazwane rockiem, bo graliśmy ja i DJ Kostek. Ale było to tak, jakby przynieść tym ludziom zupełnie inne spojrzenie na sprawę. Także takie docieranie do ludzi jest moją rolą i lubię to bardzo.

Graliście z Kostkiem w getcie a po za tym co Sweet Noise robiło w Afryce?
W Afryce pracowaliśmy nad płytą „Tryptyk”, która powstaje już czwarty rok. Postawiłem sobie bardzo wysoko cel. Chciałem napisać płytę, która jest opowieścią o człowieku - o tym jak żyje, jak błądzi, jak szuka prawdy i stara się przekazać innym swoją energię. Chciałem żeby była to płyta, która mając w sobie energię Sweet Noise, mając w sobie hard core i rocka, dotarła do ludzi poza wszelkimi granicami mentalnymi. My dawno przełamaliśmy kanony, łącząc się z różnymi gatunkami, asymilując je. Zatem powstał bardzo ciekawy materiał, jednak w pewnym momencie zauważyłem, że brakuje w nim realizmu i dzikości. Dlatego przyjąłem zaproszenie do Afryki. Pojechaliśmy tam na miesiąc. Produkowałem płytę z Warrickiem Sony, który jest legendą punka w RPA. Było to bardzo ciekawe, bo zaprosiłem wielu wokalistów, wzbogaciłem całą warstwę rytmiczną i instrumentalną, a poza tym udało mi się nagrać dużo rzeczy w terenie. Z podróży przywiozłem masę inspiracji i trochę wywróciłem utwory do góry nogami, ale myślę, że już za parę miesięcy wszystko powinno być poukładane.

Jest jakaś szczególna książka Kapuscińskiego, taka która cię naprawdę poruszyła?
Największe wrażenie zrobił na mnie „Heban”. To była taka książka, którą w jakiś sposób sam przeżywałem, bo kiedy byłem młodszy mieszkałem w Sudanie. Kapuściński jeździł w te miejsca szukając pewnych konkretnych kwestii i miał to szczęście, że je znajdował. Opisał to na tyle realistycznie, że kiedy byłem w Afryce, właśnie Warrick Sony okazał się jego największym fanem. Często opowiadając mi o plemionach, o waśniach pomiędzy nimi, o tym jak mocno siebie sami wyniszczają, mówił: ”Widzisz, Kapuściński dotknął tych spraw najlepiej spośród wszystkich ludzi, którzy pisali o Afryce. W jakiś sposób dotknął samego sedna, istoty istnienia Afryki.”

Zrobiłeś kawałek dla Kapuścińskiego i co z nim dalej?
Utwór pamięci Kapuścińskiego to fragment płyty „Noise Inc.”, którą będę kończył pewnie w tym roku. Pozyskałem wstępne zainteresowanie osoby związanej z bardzo fajnym kręgiem artystów. Planuję stworzyć band, żeby nagrać muzę, która będzie połączeniem mojego dźwięku i moich wypraw w abstrakcyjną stronę muzyczną. To są takie klimaty, które jeżeli chodzi o gitarowe granie, zawsze kochałem. Taki jest projekt na ten rok.

A dla fanów, kiedy w najbliższym czasie będzie można spotkać Sweet Noise na koncercie?
Nie wiem, kiedy będą koncerty. Najpierw wydamy płytę i zobaczymy, jak to będzie. Myślę, że nie prędzej, niż na jesieni. Mam nadzieje, że uda się zrobić część zdjęć do video w RPA, tak że czeka nas chyba jeszcze jeden wyjazd.


Rozmawiali: Jarek Mixer Mikołajczyk i Anka Hofman
Data: 19.04.2007
Źródło: www.independent.pl

<< Powrót