"Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego"
Wywiad z Glacą

Długo czekałem na tę rozmowę. Planowana na październik, odbyła się w połowie listopada. Cieszę się, że udało mi się jednak porozmawiać o nowej płycie zespołu, o Shahidzie, a nawet o Revolcie...

Zadam tylko jedno pytania na temat "Revolty". Czy mógłbyś powiedzieć, jak dzisiaj oceniasz ten kontrowersyjny pomysł?
Oceniam go różnie, ale jestem bardzo zadowolony. To wszystko ma długą historię - rebelia i bunt na obecną sytuację, nie tylko na gospodarczą, ale i kulturalną, biznesową, show biznesową. Podejście zespołu, publiczności i jakby zupełnie inne spojrzenie przeszłość. Wtedy to już naprawdę zaczęliśmy publicznie się pokazywać i walczyć o jakąś pozycję, o swoje miejsce i możliwość zaprezentowania się. To był rok 94', różne występy na festiwalach i tak naprawdę od tego zaczyna się ta historia popadania w coraz większą izolację, odsuwania się od nas ludzi, którzy jakby nie zgadzali się z poglądami, podejściem do tego, co robimy. Dla mnie zespół wykroczył poza ramy muzyczne i zaczął tworzyć nową historię. "Revolta" była takim ostatecznym punktem i pokazaniem, że jako artyści mamy prawo wygłaszać wszelkie opinie, nawet te najbardziej kontrowersyjne, łączyć rzeczy, które były niepołączone, a przede wszystkim "Revolta" była naszym dotarciem do tego zwykłego słuchacza, który mógł usłyszeć nasze teksty, który miał okazję poznać energię zespołu, a niekoniecznie jest fanem heavymetalu, hardcore'a. Bardziej postrzegam nas jako ludzi, którzy mieli coś do powiedzenia i chcieli się tym podzielić z Polakami, ponad podziałami na jakiekolwiek muzyczne drogi. To był ten ruch, z którego jestem zadowolony. W tej chwili jesteśmy na stałe zapisani i tylko czas oceni, czy w swoich poglądach zmieniliśmy się czy nie.

Można powiedzieć, że takie połączenie nie było możliwe wcześniej. Dużo osób nieinteresujących się muzyką rockową po współpracy z Peją przychylnie na Was spojrzało.
Sweet Noise to zespół, który od zawsze był związany z ulicą, z muzycznym podziemiem, z tym, co najważniejsze. Chcemy przekazać komuś jakąś wibrację, poglądy, dać mu nadzieję, dać mu miłość, pasję, dać mu najlepszy dowód prawdy. To nie musi docierać tylko do wąskiego grona, a nas zawsze chcieli zamknąć w okręgu Rage Against The Machine, Sepultura czy w jakiś innych nurtach i ja się zawsze w życiu przeciw temu buntowałem, bo my pochodzimy z różnych stron muzycznych. W tej chwili pracujemy nad najnowszym krążkiem i myślę, że pokaże, że z jednej strony jest to blues, Mike Olfield, natomiast z drugiej King Crimson, Frank Zappa, ale również Rage Against The Machine, Tool, Deep Purple, Massive Atack, hip hop itd. - wszystko jest w nas, a to wykracza poza style.

Nowa płyta będzie kolejnym zaskoczeniem i pójściem w tą drogę eksperymentów...
Nie, w tej chwili nie postrzegam tej płyty jako eksperymentu. Jest to absolutnie dojrzała wizja koncentracji Sweet Noise. Sadzę, że ostateczny twór trudno będzie pomylić z jakimkolwiek innym. To nie jest eksperyment, typu totalne zaskakiwanie, gdzie robi ci się dziwnie, czasami nieprzyjemnie...to nie jest to. To będzie bardziej zaskoczenie całościowe: brzmienie, przestrzeń, harmonia, ale...Nie określiłbym tego jako eksperyment, bo jak eksperymentujesz, to nie wiesz, jaki będzie efekt. Natomiast my robimy to świadomie, wiedząc, jaki chcemy uzyskać efekt, a instrumentarium, po które sięgnęliśmy - komputery pracujące dla nas, pozwoliły nam uzyskać sto procent zadowolenia.

Magic mówił, że nowa płyta będzie w języku angielskim. Dowodzi to, że nie zrezygnowaliście z myśli o rynkach zachodnich.
W ogóle nie zrezygnowaliśmy i to, że siedzimy w Polsce, wynika z tego, że nie chcemy i nie pójdziemy na żadne kompromisy z nikim. I nie naszą przyszłością jest sięganie po takie różne układy , które pozwoliłyby nam przetrwać, trwać i wtedy grać dużą rockową sztukę. Nawet pal licho świat, chcemy być znani tutaj w Polsce i się wybić ponad tych wszystkich decydentów, mniej lub bardziej politycznych, te układy telewizyjno-radiowo-medialne. To jeszcze nie ogarnęło wszystkich mediów, choćby tego, czego ty jesteś przedstawicielem. Mówię tu o Internecie, o jakiś radiostacjach studenckich, których w Stanach jest na maxa dużo i one promują najdziwniejszą muzę, są w dużej mierze poza kontrolą państwa, bo student puszcza płytę i jej słuchają. Tutaj [w Polsce przyp.red.] jest wszystko tak mocno poszufladkowane i tak wszystkim zamknęli ryj, że musimy się stąd wydostać i dalej tworzyć, dla tych ludzi, którzy czekają na to, co my zrobimy, a my kipimy od nowych pomysłów i nie chcemy powielać tego, co już było robione. To naturalna droga.

Ale nie boicie się, że fani w Polsce nie zrozumieją jej tak do końca, że straci ona na swojej sile i przekazie?
Ja mam ciary, jak słucham każdego nowego utworu i wierzę, że posiedliśmy pewien dar docierania do ludzi, poprzez emocje, wibracje. Oni dokładanie wiedzą dlaczego. Z jednej strony, gdybym poszedł dalej w pisanie, to zacząłbym mieć bardzo poważne problemy. Tak daleko jak się mogłem posunąć w polskim języku, to myślę, że zrobiłem. Nie twierdzę, że w przyszłości dalej nie będę w nim tworzył. Na razie robimy tę płytę z myślą o walce. Jest to kolejna nasza walka o niezależność. Natomiast z drugiej strony, fani i miłość do nich, jest otwarcie wyznawana. Nigdy przedtem nie było tego uczucia tak mocno zaznaczonego w tym, co robiliśmy. I są słowa kierowane do naszych fanów, bardziej do naszych przyjaciół, którzy są częścią naszego życia. Znam te utwory i wiem, że na pewno nie będą im obojętne. A może się stanie najpiękniejszą płytą SN? Myślę, że będzie ona bardzo ciężka, a zarazem bardzo piękna.

13 grudnia wystąpiliście na koncercie poświęconym J.Kaczmarskiemu. Zaprezentowaliście tam "Quasimodo". Dobrym pomysłem było by zamieszczenie go na nowym krążku, chociaż po to, by zachęcić młodzież do poznania twórczości Jacka.
Myślę, że zrobimy coś z tym utworem, natomiast na razie jeszcze nie wiem co i jaką to przybierze formę. Gdy będzie tylko wolny termin - a teraz jest nam bardzo ciężko, pracujemy od wielu miesięcy - więc jak to się wszystko rozluźni i będzie trochę czasu, to zarejestrujemy ten utwór. I kto wie, na czym się ukaże, może to będzie singiel, może net czy cokolwiek, na pewno to kiedyś zrobimy.

Porozmawiajmy o Noisenation. Pokazujecie różne oblicze sztuki i promujecie artystów. Co Was zainteresowało w Shahidzie? Odnoszę wrażenie, że stosują podobne zabiegi etniczne jak Wy na "Końcu Wieku".
Przede wszystkim upór, wielki upór Kamila [lider Shahida przyp. red.] i chyba powtarzanie nam od wielu lat, że on kiedyś z nami wystąpi, że wyda płytę. Przez pierwszy okres naszej znajomości, i to długi okres, nawet nie wiedziałem, co on gra, co to jest...tylko słyszałem, że on bardzo szanuje SN za to, co dał jemu jako człowiekowi. Coraz bardziej zbliżał się do nas, aż w końcu pokazał nam swoje pierwsze dziecko i było ono na tyle ciekawe, że powiedzieliśmy: "Wiesz co, to jest dobra muza" i to ten Kamil, który nam ciągle powtarzał, że wyda płytę. On był najbardziej cierpliwy z tych ludzi, którzy byli dookoła nas i stwierdził , że nikt mu tak nie pomoże, jak my, gdyż to co robi, jest inne. I nie sadzę, że rzeczywiście mógł odnaleźć ludzi, którzy by mu pomogli. W końcu jakby te drzwi dla niego się otworzyły, wydał płytę, jest w Noisenation, zagrał z nami koncert, zagra pewnie inne. A co zrobi z tym potencjałem, to już zależy do niego. I to nie było tak, że my wybieramy to, co nam pasuje muzycznie, bo myślę, że takim przykładam jest Nomad [zespół działający w Noisenation przyp. red.], który przyznaje się do black metalu.

Rynek muzyczny jest wciąż brutalny dla debiutantów. Krążek "Czas Ludzi Cienia" pokazał jego oblicze, ale wielkie giganty fonograficzne nie przejęły się tym zbytnio.
Sądziłem, że w pewnym sensie może skutek będzie większy, ale raczej to nie jest dobre myślenie, bo to nic nie da. Brutalny świat pieniądza, wyzysku i wymazanie ze słownika takiego wyrazu jak "jakość", która powoli zaczyna powracać do świata show biznesu, zrobiło swoje. Myślę, że nasze działania powoli przynoszą efekty. Dzięki Sweet Noise, nasz człowiek, Vahan Bego[rzeźbiarz, malarz, scenograf; przyp. red], nakręcił klip dla Pidżamy Porno. Sądzę, że udało nam się dokonać pewnych zmian, jestem z tego zadowolony, bo wiem, jakie są realia.

Odnośnie klipów. Wiadomo, że jeśli płyta ma się sprzedać, to trzeba ją dobrze zareklamować. Takim pierwszym kontaktem są teledyski. Jaką wagę przywiązujecie do tego typu promocji?
Bardzo dużą, myślę, że wszystkie obrazy, które zrobiliśmy, świadczą o tym, że były dla nas istotne: jak się pokazujemy, kim jesteśmy, co oznaczają te teledyski i czym są...Dlatego kręcimy obraz, chcemy działać obrazem, powiem, że jest to nieodłączna część projektu muzycznego. Dla mnie jest to trochę mniej ważne... 90%, 80%, bo muza jest moją pasją. Dodam jeszcze, że niekoniecznie wszyscy je kręcą i również sobie radzą, i istnieją. Myślę, że w takim kraju jak Polska, gdzie underground znaczy praktycznie niebyt, granie trzeba traktować jako hobby. Bo albo jesteś na jakieś półce i zaczynasz zarabiać pieniądze, żeby żyć, albo jesteś w undergroundzie i nie przeżyjesz, coraz mniej będziesz grał, i to mnie najbardziej boli. Bo to nie znaczy, że muza musi być podzielona na pierwsze miejsca list przebojów. Nieważne, jaką muzę robisz, najważniejsze jest to, żeby była muzyka i żeby było na wszystko miejsce. Natomiast w Polsce, tak jak widzisz, jest miejsce na bardzo niewiele nurtów muzycznych i niektóre z nich naprawdę nie zaczęły istnieć albo są jakiś w minimalnych wielkościach.

W telewizjach komercyjnych są puszczane teledyski, ale prowadzi się tam selekcję. I jest telewizja publiczna, która rzadko nadaje muzykę, teledyski i koncerty. Kiedyś często występowaliście w jedynce, dwójce. Czy jest jeszcze szansa, że po zmianach personalnych uda Wam się tam wrócić?
Wcale mi nie zależy na powrocie, teraz jest zupełnie inaczej. Nie chcę być zależny od ludzi w Polsce, nie chcę mieć z ludźmi, którzy mają w swoich rękach kulturę, nic wspólnego, nic wspólnego! Są to dla mnie w większości buce, wieśniaki i złodzieje, którzy tak naprawdę wciskają ludziom chłam, gówno i tym się najbardziej przejmuję. Bo to, co ja robię, trafia do ciebie czy do twoich przyjaciół, do kogokolwiek i chcę, żeby oni wiedzieli, że to jest najlepsze, co mam - każdy cal, każdy ton, każdy dźwięk, barwa, wszystko. Dzisiaj daje się ludziom buble, takie szmiry, niedokończone historie, takie szybkie joby i promuje się idoli, twierdząc, że to są gwiazdy. A to nie są gwiazdy. Żeby nią być, Boże...,w pocie czoła trzeba zapierdalać latami. Trzeba dać ludziom siebie i to jest piękne, to jest stuprocentowa moc i ja nie chcę mieć z tym rynkiem nic wspólnego, dlatego była Revolta, rzucenie im w twarz takiej płyty, ponieważ żadna firma nie zaangażowała się w takie działanie. Dlatego zrobiliśmy to niezależnie, pokazując, jak jest. Przy okazji nastąpiła cała lista wrogów, których masz, którzy ciebie w końcu eliminują. Zaczynają olewać to, co robisz. Dla władzy nie sztuka jest najważniejsza. Zrobisz kolejne rzeczy, obrazy, a oni ciebie ignorują. Mówi się, że kiedyś graliśmy hardcore, a dziś jakieś koszmarne popy. Byłem na Zachodzie na początku 2004, pokazałem DVD z Woodstock, i nasz człowiek mówi: "To dvd to jest monstrum. Jesteście w Polsce wielkimi ludźmi, jesteście potężni, jeździcie z tym wielkim spektaklem...", a ja mu odpowiedziałem: "Zapomnij, mało kto o tym mówi, może Kaczkowski, może ktoś tam." Tak naprawdę to nie jest wielkie bum. Wiesz, o co mi chodzi?

Tak, zapomina się o tym, udaje się jakby tego w ogóle nie było.
Jakby nie było i dlatego doprowadziło do utworu "Nie było" z Edytą Górniak. Niestety, tego też wszyscy się wstydzili, gdziekolwiek - w jakiś trójkach, uznawali, że tego po prostu nie ma, że nie będą go grali, bo oni nie wiedzą, jak to puścić...Zastanawiam się, co się stało, czy ja jakąś świętość obraziłem, a co zrobiła Górniak, czy oszalała?! Stało się tak, że "nie było" tego utworu. W końcu zaczynają wykorzystywać nasze patenty, nagrywają duety, pewnie będą to teraz robić na maxa. Ale nie pada słowo, że w Polsce tak na dobra sprawę siłę duetu ukazała Revolta.

Sweet Noise kojarzy się z protestem, z walką, z różnymi przejawami zła tego świata. Ja jestem młodym człowiekiem i wiem, że bunt budzi się w tym okresie. Sądzę, że Twój też narodził się w takim samym czasie. Jak udało Ci się nie stracić ideałów młodości?
Kiedy przyjechałem do Polski, chciałem założyć zespół. Miałem takich starszych kolegów, którzy w jakiś sposób byli dla mnie nauczycielami. Spytali mnie kiedyś : "Jakiej muzy słuchasz?" Powiedziałem: "Lubię AC/DC", a oni mnie wyśmiali:"Lubisz AC/DC? Słuchaj Zeppelinów." Ja się zbuntowałem: "Słuchajcie Zeppelinów, to piękna muza, ale dajcie mi słuchać tego, czego ja chcę." I tak naprawdę cały czas tak reaguję. I nie podporządkowuj się! Ale wiedz, że jest to droga - o czym też piszę na nowej płycie - bólu, bezradności, która zamienia się w szamanizm i jesteś tylko ty, bo coraz mniej ludzi ciebie rozumie. Wtedy łatwo oszaleć, poczuć się zagubionym. Ja na szczęście mam paru przyjaciół, jest Magic, Vahan Bego i jeśli mam jakieś wątpliwości, to mogę do nich w nocy zapukać i spytać: "Czy myślisz, że nie posunąłem się za daleko w tym, co robię? Czy ten bunt nie stał się jałowy? Jak to czujesz?" I powiem tobie tylko tyle, na koniec, że Vahan jechał do Armenii, by odwiedzić matkę po 10 latach. Zabrał ze sobą płytę, teledysk SN i bluzę z napisem Revolta. Miał wywiad w telewizji publicznej, co pokazuje, jaką moc mają w społeczeństwach takie wydarzenia. Tam mówił o Sweet Noise, o Woodstocku, o naszym buncie przeciw nieposzanowaniu prawdy, ludzi biednych. Ta opowieść bardzo poruszyła ludzi. Dla nas to było wielkie wsparcie. Od rozmów z nim zaczęła się praca nad nową płytą. Powiedziałem mu: "Słuchaj Vahan, zrobię taką płytę, że najpierw zagram w Krakowie, a drugiego dnia będę mógł zabrać ją do Ciebie, do Armenii, by dać Twoim ludziom moc." To jest naszą główną ideą, robić takie pieśni, które będą chcieli słuchać ludzie na całym świecie, dzięki temu będziemy zyskiwali wielką moc. Mam nadzieję, że któregoś dnia decydenci kultury zobaczą, że przyjeżdża band, który przywozi ze sobą swoją ciężarówę sprzętu i pokazuje środkowy palec wszystkim, którzy tak naprawdę zabili kulturę i ja ich za to oskarżam. Bo rynek koncertowy ma wiele zajebistych zespołów, których zmusza się do chałturzenia, kurwienia się, do tego, że nie zajmują się muzyką.

Kiedy wyjdzie nowa płyta i czy można na was liczyć na XI Przystanku Woodstock?
Już całkiem niedługo, chciałbym do marca zamknąć etap komponowania, a później zastanowić się, co zrobić z tym kolosem. W tej chwili, praca ta wymaga od nas wielu wyrzeczeń - żyjemy jak mnisi, mamy studio i jesteśmy w nim 24 h, pracujemy nocą, pracujemy w dzień, trochę odpoczywamy i nie konsumujemy swojego rock'n'rolla. Chciałbym bardzo, żeby nam się udało. Natomiast, jeśli dostaniemy zaproszenie od Jurka, to chętnie zagramy. Może zrealizujemy tam jakiś pomysł związany z nową płytą.

W takim razie życzę Wam pozytywnej energii.
Jest taka energia i powiem ci tak naprawdę, że nie znamy się, a rozmawiamy pół godziny i gwarantuję ci, że gdybym posadziłbym cię przed paczkami to byłby taki wyziew... I tak na zakończenie powiem, że zespół zebrał wszystkie doświadczenia, łącznie z "Revoltą", wszystkie: z hip hopem, z "Końcem Wieku" i wrócił do punktu wyjścia. Także ta energia, która była w "Respect" - niesamowite, ale po kilkunastu latach zaczynam to rozumieć i doceniać - ona jest z powrotem i to, co było na "Getto", wróciło. Na pewno wielu złoży krzyżyk na nas, a będzie to zadziwiające, gdyż w niektórych momentach nie można grać ciężej, a z drugiej strony brzmi piękne.

Mam jeszcze jedno pytanie. Płyty "Respect" nie można już nigdzie kupić, dostać, a prawa ma Universal. Czy jest szansa, że zobaczymy ją w sklepie?
To jest tylko kwestia, czy my będziemy na tyle bogaci, żeby ją odkupić, bo prawa należą do nich, a sam widzisz, jak to jest. To przykład paranoi - zespół istnieję na szeroką skalę, a wydawca jego pierwszej płyty nie chcę wypuścić jej na rynek. To jest nie do pomyślenia! To jest złe i tego nie toleruję, ale nie mam na to wpływu. Zwłaszcza z tą wytwórnią nie mam najlepszych stosunków. Któregoś dnia, postaram się ją wykupić.


Rozmawiał: Darth Kion
Data: ??.11.2004
Źródło: www.kgw.xp.pl

<< Powrót