|
Drugiego sierpnia, po czterech latach oczekiwania, na rynek trafił "Czas Ludzi Cienia" - czwarty, na polskim rynku, album SWEET NOISE. Grupy, która od ponad dekady definiuje wizerunek rodzimego ciężkiego rocka.- Mamy coś wyjątkowego i niepowtarzalnego i dosyć mocy, żeby kopnąć ten sztywny, zblazowany i na wpół martwy rynek muzyczny w najczulsze miejsce. To jest właśnie ten czas - mówi Piotr Mohamed "Glaca", lider zespołu. Na kilka dni przed premierą nowej płyty udało nam się porozmawiać z mieszkającym w Otwocku "Glacą".
Od wydania waszej ostatniej płyty "Koniec Wieku" minęły cztery lata. Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na nowy album?
Cztery lata przerwy były czasem przygotowań do naszego powrotu na muzyczną scenę. Szukaliśmy muzycznej drogi i formy wypowiedzi. Nie chciałem popaść w stagnację i w robienie płyt, które różnią się jedynie dla mnie słyszalnymi szczegółami. Dlatego na nowym materiale jest dużo przekazu bardzo odważnej muzyki, w której zmieniliśmy wszystko. Są bardzo pulsujące i bardzo groove´owe beaty oraz elektronika, która dodatkowo dodała muzyce agresji i stworzyła wiele planów.
Od premiery singla "Dziś mnie kochasz,jutro nienawidzisz" promującego płytę minęło kilka tygodni. Niespodzianką jest występ w utworze Anny Marii Jopek.Czy przygotowaliście więcej takich niespodzianek?
Anna Maria Jopek jest jedną z nielicznych wokalistek w naszym kraju,która to co robi, robi z ogromną pasją. Jest przy tym uczciwa i wiarygodna. Zaśpiewała pięknie, nie trzeba było jej długo namawiać...Co do pozostałych utworów, w kilku z nich pojawia się producent hip hopowy Red - prezenter MTV Squad. Pozytywnie nas zainspirował, otworzył na nowe pomysły i dzięki niemu jest na płycie kilka świeżych beatów.
O czym opowiadają teksty w nowym albumie? Czy są historią o "ludziach cienia", których wymieniłeś w nazwie płyty?
Teksty (wszystkie po polsku) są zainspirowane życiem w Polsce, problemami ludzi, którzy tutaj mieszkają i stykają się z różnymi odcieniami szarości. Z jednej strony - z obietnicami złotego Eldorado i z pokusami oferowanymi przez reklamy. Z drugiej - z szybko dostępnymi kredytami, które można z łatwością zaciągać, zaciskając sobie pętlę na szyi, bo przecież kiedyś przyjdą go odebrać... Inspiracją byli ci ludzie, którzy są okradani, manipulowani i oszukani przez tych, którym sami dali władzę do rąk.Moim zdaniem żyjemy w kraju, w którym rozpadły się piękne marzenia, w kraju iluzji uczciwości. Ja sam nie walczyłem o tą wolność, którą teraz mamy. Ale jestem w stanie wyobrazić sobie rozgoryczenie tych ludzi,którzy nagle spostrzegli, że ich bohaterowie,również kradną i garną się do "koryta".
Wynika z tego, że dekadencki obraz życia, jaki obecnie mamy był siłą napędową nowego materiału?
Nie jest to płyta, której zadaniem jest wywołanie smutku, czy apatii. Nasz album jest próbą zmiany tego stanowiska, próbą znalezienia nowych układów, nowej recepty i nowej drogi. Spróbowaliśmy wszystko przekazać w bardzo buntowniczej formie.To właśnie bunt jest tym, co napędza tą płytę.Dla nas może jest to utopią, dla innych może być receptą. Świadomość tego, że nie wszystko jest w porządku i szukanie swojego głosu jest szansą na byt w Polsce w obecnych czasach.
Obecne czasy nie są też najlepsze dla muzycznego rynku. Coraz mniej ciekawych polskich zespołów, coraz więcej łatwego grania z Zachodu. Czy widzisz na rynku miejsce dla nowego albumu "Sweet Noise"?
Po wydaniu "Końca Wieku" mieliśmy świadomość, że musimy zaproponować coś nowego - co odmieniłoby nasz muzyczny rynek,który wtedy powoli padał na twarz. Teraz jego upadek jest już faktem dokonanym.Sądzę, że w takiej uczciwej formie skierowanej do ludzi rynek ten nie istnieje.Poza reaktywowaniem zespołów, które w latach 80-tych święciły triumfy nic się ciekawego nie dzieje. Nie wypełnia to zapotrzebowania Polaków na muzykę.Jedyne ciekawe historie pochodzą z pola muzyki hip hopowej.Tam przede wszystkim cenię słowo i konsolidację sceny. W przypadku rocka, hard core´a, muzyki metalowej takiej sceny nie ma, albo jest ona podzielona.Uważam, że jest miejsce dla ludzi, którzy udowodnią innym, że mają coś wyjątkowego.I jest to poparte ciężką pracą. Daje to słuchaczom doznania na wielu płaszczyznach.Z jednej strony rozrywkę: idziesz na koncert, kupujesz płytę i ona nasyca Ciebie. Czujesz, że nie jest płytą byle jaką,robioną w pośpiechu. Z drugiej strony: produkt,który daje wiele do myślenia.
Nowe kompozycje prezentowaliście w ub. roku na Przystanku WOODSTOCK.Jakie było ich przyjęcie? Jak zmianę stylu odbierają fani, z którymi jesteście do początków grania - od 1994 r.?
Ludzie, którzy są z nami od samego początku uznają nas za wiarygodnych. Ich reakcje po przedpremierowym wysłuchaniu albumu były pozytywne. Są takie miejsca,gdzie spotykam ludzi, którzy twierdz ą, że nigdy ich nie zawiedliśmy. Znaczymy dla nich dużo więcej od łatwej rozrywki.Postrzegają nas jako band, który głośno mówi o samotności czy zagubieniu.
Po siedmiu latach współpracy i trzech nagranych płytach zespół SWEET NOISE postanowił rozwiązać kontrakt z wytwórnią Universal Music Polska.Jaki był powód rozstania?
Na naszym ostatnim albumie zaproponowaliśmy trudną muzykę - wymowny,ekspresyjny i wściekły show, który prezentowaliśmy,grając koncerty w całej Polsce.Od tego czasu w branży muzycznej pewni ludzie usiedli zbyt mocno na swoich stołkach. Na niekorzyść zaczął się zmieniać stosunek do artystów. Ludzie z branży przyznali sobie potężne pensje, zupełnie nie sprzężone z wynikami, tzn. sprzedaż płyt nie miała przełożenia na wysokość zarobków.Firma Universal dała mi do zrozumienia, że się mylę; że słuchacz nie słyszy, nie czuje i nie widzi. W tym momencie mogliśmy wytwórni zaproponować średni produkt i tak nie odróżniliby tego. To wywołało moje oburzenie i utratę szacunku do tych ludzi.W chwili, kiedy firma Universal podjęła szkodliwe dla nas działania, musieliśmy się rozstać i poszukać własnych środków na produkcję nowego albumu. Wyprodukowaliśmy go sami, założyliśmy wytwórnię Noise INC. Dystrybucję powierzyliśmy wytwórni Pomaton EMI.
Czy w ciągu trzyletniej przerwy - myślałeś: "Nie, to nie ma sensu, rzucam to wszystko w diabły". Czy nie było momentów kryzysowych, np. w kwestii kasy?
Były... Ale na szczęście z kryzysu wychodzę szybko i od razu szukam rozwiązań na przyszłość. Mamy tak wiele fanów, że gdybyśmy zakończyli działalność, ich zawiódłbym w pierwszej kolejności.To może i dobrze, że nie mam wiele poza muzyką i poza piękną rodziną. Gdybym wpadł w sidła zarabiania przez kilka lat na wielki dom, utrzymywania paru samochodów,kupowania ekstrawaganckich ciuchów,to kto wie jakby było wtedy z moją wiarygodności ą jako muzyka. Osobiście wyznaję filozofię, że nie wiem zbyt wiele na pewno...To pomaga.
Formuła waszego zespołu opiera się nie tylko na muzyce, ale również na artystycznych działaniach...
W tym momencie z zespołem związanych jest ok. 30 osób. Jedni tworzą muzykę,inni działają w internecie. Na 2 sierpnia zaplanowany jest start naszej strony internetowej,przygotowanej we współpracy z artystą młodego pokolenia, Bartkiem Rogalewiczem:www.sweetnoise.org
Dzięki tej stronie fani będą mieli możliwość aktywnego uczestnictwa w życiu kapeli, prezentowania własnej t w ó r c z o ś c i i poglądów. Do dyspozycji oddamy im ślady z zapisem naszej muzyki i otwarte forum dyskusyjne.Powołaliśmy też do życia NOISENATION - grupę skupiającą artystów,którzy mają za cel przekazywanie ludziom prawdziwych emocji i uczuć oraz podnoszenie jakości i poziomu w sztuce. Chcemy by nasza strona internetowa zapełniła się pracami plastycznymi,słowem pisanym i dźwiękami.
Czy uważasz, że różnorodność środków przekazu oferowanych przez Sweet Noise ułatwi Wam dotarcie do większej grupy odbiorców?
Czuję, że ludzie z branży potrzebują konsolidacji. Jeżeli biznes muzyczny nie rozpościera nad nimi bezpiecznych skrzydeł, jeżeli nie ma managementu, to szansą dla nas jest zbliżanie się do siebie. Wydaje mi się,że ta droga samotności, którą przez długi czas podążałem, dobiegła końca. W momencie,kiedy otworzyliśmy zespół na innych ludzi, okazało się, że jest w nim świeżość.Teraz chcę by dotarła ona na ulicę.
Twoja pozamuzyczna pasja - teatr,miała mieć ujście na czerwcowym Festiwalu Teatralnym na poznańskiej Malcie.Ze względu na nieszczęśliwy wypadek nie doszło jednak do realizacji tych planów...
Mieliśmy uczestniczyć w eksperymentalnym widowisku łączącym w sobie elementy teatru, happeningu i koncertu "Nie strzelajcie do poetów" Teatru Pławna 9 i instalacji ormiańskiego artysty działającego w Polsce,Vahana Bego. Nasza muzyka z ostatniej płyty "Koniec Wieku" miała być wyrazem chaosu i zniszczenia. Niestety ze względu na tragiczny wypadek - dwa dni wcześniej,w trakcie prób do innego spektaklu, w wypadku zginęła niemiecka artystka - automatycznie odwołano pozostałe przedstawienia.Trudno jest to nawet w jakiś sposób komentować.Namawiałem organizatorów, żeby na przekór tej trudnej sytuacji, nasz spektakl się odbył. Poprzez wyjście na scenę oddalibyśmy hołd tej artystce. A tak skończyło się jedynie na kilku zniczach... Myślę, że kwestia ryzyka jakie ponosi artysta wychodząc na scenę została w jakiś sposób przemilczana.A powinno się o tym mówić głośno.
Mieszkasz w Polsce od kilkunastu lat, na początku spotykałeś się z nieprzychylnymi uwagami na Twój temat dotyczącymi wyglądu, pochodzenia.Jak teraz jesteś postrzegany przez zwykłych ludzi?
Siedziałem ostatnio w małym miasteczku,w Lisewie, z takimi ludźmi i swobodnie z nimi rozmawiałem. Oni doskonale widzą, że nie ściemniam i znam realia życia w Polsce. Mam do tych ludzi szacunek, wiem ile jest w Polsce kłamstwa i oszustwa. I wiem, jak tym ludziom jest ciężko wystartować...
Częściej niż w Otwocku przebywasz w Poznaniu, gdzie rezyduje wasz zespół. Domyślam się, że do Otwocka najbardziej ciągnie Cię tęsknota za 3,5-letnią córką Sarą... Jakim jesteś dla niej ojcem ?
Trudno mi osobiście ocenić, najlepiej byłoby zapytać kogoś z zewnątrz...Ale, jak tylko mogę, staram się być dla niej dobrym ojcem. Dużo jej czytam,dużo opowiadam. Robię to w taki sposób,by budować jej wyobraźnię, a równocześnie pozostawiając możliwość podejmowania decyzji.
Akceptuje muzyczną działalność taty?
Kiedy przyniosłem pierwsze nagrania z nowej płyty, zaczęła śpiewać niektóre frazy i kilka refrenów. Wtedy po raz pierwszy zauważyłem u Sylwii - mojej partnerki i menadżera zespołu przebłysk wiary w nowy album. Pomyślałem, że nasza muzyka jest przyswajalna, jeżeli trafia do dziecka.Robiąc nową płytę, robiłem ją z poziomu wrażliwości dziecka - trudne rzeczy starałem się wyprostować...
Czego Ci życzyć kilka dni po premierze nowego albumu?
Narodzenia dużego polskiego zespołu, który jest w stanie ściągać tysiące ludzi na koncerty. I dawać im potężny show - z jednej strony rozrywkę, a z drugiej dawkę pozytywnego myślenia i buntu, który może przynieść coś dobrego. Chciałbym zobaczyć uśmiechnięte twarze ludzi, którzy przez tą płytę zostali docenieni.
Tego Ci życzę i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Sylwester Ruszkiewicz
Data: 09.08.2002
Źródło: www.linia.com.pl
<< Powrót
|