|
Można by się pokusić tutaj o długi wstęp na temat Sweet Noise lub samego Glacy lecz tak naprawdę czy warto? Jako, że Glaca to człowiek bardzo charyzmatyczny, a każde jego słowo poparte jest pewnymi przeżyciami lub oryginalną filozofią życiową, można go słuchać godzinami. Dlatego wywiad który miał trwać ok. 30. minut przedłużył się do ponad godziny i tu się zrodził problem - co wybrać do druku? Tym bardziej, że każde słowo wydaje się równie ważne. Dlatego od razu oddajmy głos Glacy...
Jesteście świeżo po koncercie na Przystanku Woodstock, może więc zaczniemy od Twoich wrażeń po tym wydarzeniu.
To jest takie miejsce w Polsce, którym można się chwalić na całym świecie. Tam się gra prawdziwie. W naszym przypadku, był to performance, który połączył się z atmosferą, wykreowaną przez lata przez Jurka Owsiaka. Zespoliliśmy się całkowicie z tym miejscem, z publiką. Nie mogłem wyobrazić sobie lepszego miejsca na premierą naszej płyty "Czas Ludzi Cienia" i do zaprezentowania naszego show. Ten koncert był przygotowywany przez trzydzieści osób przez ponad dwa miesiące. Dlatego tak długo i dokładnie aby kontynuować to podwyższanie poprzeczki i to windowanie jakości muzyki, koncertów i performance, jakie sobie kiedyś wyznaczyliśmy. Mam takie wrażenie, że jeżeli my artyści, nie podciągniemy tego poziomu, to polski słuchacz odwróci się zupełnie od polskiej muzyki i polskich wykonawców.
Już w ubiegłym roku na Przystanku zaprezentowaliście swój performance. Czym różniło się to, co pokazaliście w tym roku od show, które widzieliśmy w roku poprzednim?
Scena w tym roku była większa, inna - wymagała nowej oprawy, a poza tym chcieliśmy przedstawić coś nowego, różnego od teatralnego show jakie zaprezentowaliśmy w 2001. Zaprosiłem do współpracy Vahana Bego - ormiańskiego artystę plastyka, malarza rzeźbiarza i performera. Poprosiłem go o stworzenie monumentalnego wystroju sceny. Stworzył on ośmiometrowe repliki X1, X2 naszych gitarzystów. Były to potężne rzeźby, które jeździły po scenie w trakcie koncertu. W trakcie show rozwinęły się także monumentalne obrazy - bannery autorstwa Vahana. To wszystko zostało zsynchronizowane z muzyką do utworu "Jesteś". Vahan stworzył również 3-metrowe logo SN i to wszystko w oprawie świetlnej, w pewnym momencie stworzyło to niesamowitą głębię sceny i dodało muzyce wielkości, która na takiej scenie jest potrzebna i nadaje przedstawieniu piękna i charakteru. W tej chwili mocno się głowimy nad tym jak te dekoracje można dostosować do scen w kraju - chcemy podawać ludziom właśnie taki wizerunek - i tak grać koncerty. Oczywiście wchodzą tu w rachubę tylko większe sale, które będą w stanie pomieścić nasz zespół i nasze przedstawienie. Na naszej stronie (www.sweetnoise.org) wielu ludzi pyta jak będą wyglądały nasze koncerty. Skłaniamy się bezwzględnie ku koncertom w pełnym wymiarze. Tym bardziej, że płyta doskonale się do tego nadaje.
Słychać na tej płycie, że zarzuciliście wszelkie ograniczenia i nie baliście się zastosować wielu nowoczesnych patentów, których w Polsce wielu bało się użyć. Czy myślisz, że udało się wam stworzyć nowy styl?
Z pewnością powstał styl SN, dlatego, że muzyka którą stworzyliśmy jest tak bardzo wielowymiarowa i głęboka oraz złożona z tak wielu dźwięków, i to dźwięków żywych: z syntetyzatorów, samplerów i beatów pomieszanych z żywym graniem na bębnach. To wszystko połączone z polskim tekstem, daje nowy styl SN. Ja się bardzo cieszę, że odważyliśmy się na tak wiele nowych kroków i rozwiązań. Mobilizowaliśmy się z Magikiem aby porzucić pewne przyzwyczajenia. Wiedzieliśmy, że te wszystkie trzy płyty, które do tej pory zrobiliśmy i to, że nigdy nie zdradziliśmy naszych fanów, dało nam tak potężny kredyt zaufania. Wiedzieliśmy, że możemy sobie pozwolić na najpoważniejsze eksperymenty, które w połączeniu z naszą treścią dadzą naszym fanom to, na co czekali, czyli esencję treści, emocji, przekazu, którą zawsze miał SN. Zaczynaliśmy tę płytę w trójkę - ja, Magic i Henry Tod i w zasadzie oprócz naszej managerki dookoła nas nie było nikogo. W międzyczasie doszło do konfliktu z Universalem. Przeżyliśmy bardzo ciężki czas. Wiedzieliśmy jednak - ponieważ otrzymywaliśmy takie sygnały, że fani o nas nie zapomnieli, że wciąż jest zainteresowanie naszym nowym projektem.
Na pewno wpływ na to miał wasz ubiegłoroczny występ na Przystanku Woodstock.
Tak to było genialne zrządzenie losu. To zaproszenie Jurka i pomoc zupełnie z nieoczekiwanej strony. I wreszcie doszło do tego, że zaczęło zgłaszać się do nas bardzo wielu obcych ludzi, którzy chcieli się przyłączyć, współuczestniczyć w tworzeniu naszego nowego projektu. Okazało się, że jest nas teraz około 30 osób działających na wielu różnych poziomach sztuki.
Mam wrażenie, że jest to Twoja najbardziej szczera i osobista płyta, słychać tu m.in. że nieporozumienia z Universalem odcisnęły piętno na Tobie. Czuje się agresję wycelowaną w stronę kilku osób.
Na tej płycie są wszystkie nasz przejścia niekoniecznie związane z konfliktami z wytwórnią. Są tam wszystkie dramaty, jakie przechodziliśmy z muzykami, którzy odchodzili. Nie ukrywam, że niejednokrotnie czułem, że zdradzili i nas i naszych fanów. Uważam, że ludzi którzy nas słuchają są najlepszą publicznością, są najbardziej wrażliwymi ludźmi jakich znam i dlatego muzyk odchodząc, jest im winien choć krótki list pożegnalny, parę słów gdzie dziękuje za to, że byli z nim przez pewien czas. Niestety, nikt z tych ludzi tego nie powiedział ani nie napisał. Ja to nazywam brakiem pokory wobec publiki. Brakiem szacunku wobec ludzi. Na płycie jest obecny również bunt, który wytworzył się wewnątrz zespołu, gdy zauważyliśmy, że ten system, który sobie wymarzyliśmy w Polsce zawiódł tak wielu ludzi. Wielu z nich nie sądziło, że nowe czasy przyniosą biedę a nawet nędzę ich rodzin. Do tego dochodzi upadek polskiej sceny muzycznej. Te wszystkie przemyślenia, obawy, obserwacje zaistniały na tej płycie. Wiele prywatnych emocji, wzruszeń i wątków. Ja otworzyłem się tak daleko jak mogłem.
Czy w pewnym momencie nie mieliście pewnych obaw, gdy wręcz wypowiedzieliście wojnę tym wszystkim muzycznym gigantom, czy nie bałeś się że możecie zostać przez nich zablokowani?
Na początku postanowiliśmy, że jeżeli nie przystaną oni na nasze warunki, gdy każą nam wydać byle jaką płytę, nie wchodzimy do studia. Postanowiliśmy, że będziemy walczyć o to by wydać płytę na najwyższym poziomie. Już na samym początku, gdy nagrane zostały pierwsze utwory, Universal zaczął wycinać nam numery i powiedziano nam: słuchajcie mamy co najmniej dziesięć sposobów na to, aby was udupić. Musieliśmy im powiedzieć: grozicie zespołowi, zagrażacie naszemu istnieniu, więc odchodzimy. Zerwaliśmy kontrakt mimo iż wiedziałem, że inne wytwórnie zaczęły nam także odmawiać. Dlatego jestem bardzo wdzięczny Pomatonowi za to, że odważył się dystrybuować tę płytę oraz wytwórni Jazz'n'Java. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało się nam doprowadzić projekt do końca, tym bardziej że zewsząd słyszeliśmy "wybijcie sobie wysoki poziom z głowy, to za drogo, poza tym polscy słuchacze nie są na takim poziomie jak Amerykanie czy Anglosasi - nie słyszą różnicy". Ja powiedziałem: nie dyskryminujcie polskiego słuchacza !
Na poprzedniej płycie śpiewałeś: "Dla ciebie, z siebie, wyrywam korzenie, dla ciebie". Czy łatwo jest pisać tak osobiste teksty, w których obnażasz się aż do bólu i powtarzać ten zabieg co wieczór, śpiewając go przed tłumem?
Nie jest łatwo. Jest taki utwór na tej płycie "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz", gdzie śpiewam razem z Anią M. Jopek. Są tam słowa "z Tobą, bez Ciebie, decyzje podjęte, to głos ostatni ja tak się czuję", dla mnie tak właśnie jest. Jest to płyta, na której przekroczyłem pewne bariery, mając świadomość, że za niektóre rzeczy zostanę skrytykowany, ale wiedziałem dla kogo tak naprawdę piszę, i gdzie są ci ludzi którzy odczytają nasz przekaz. Czy jest to trudne? Na pewno jest to trudne, dlatego trwało to 3 lata. W "Manipulacji" śpiewam: "poznałem dzieciaka, zaciskał pięści" nie znam imienia tego dzieciaka ale od niego zaczął się "Czas Ludzi Cienia" . Wydarzyło się to w Koszalinie, myślałem wtedy przed koncertem, że nie napisze następnego albumu, i wtedy zauważyłem w tłumie chłopaka, który trzymał do góry zaciśniętą pięść i patrzył tak intensywnie mi w oczy. Zrozumiałem, że mówi do mnie - bądź! Bądź sobą i opisz to, a ja będę chciał tego słuchać i nie kombinuj, po prostu zrób to naturalnie. W ten sposób powstała płyta. Po prostu, czekałem aż słowa same przeleją się na papier.
Czyli można tę płytę potraktować jako twoją osobistą terapię wstrząsową?
Tak, jest to moja osobista terapia, ale z drugiej strony również jest to chęć sprowokowania do myślenia.
W takim razie kim są tytułowi "Ludzi cienia"?
Utwór "N.U.E.R.H.A." od którego wziął się ten tytuł: "To nowa era, to czas ludzi cienia" powstał na długo przed wydarzeniami 11 września, a te zdarzyły się tuż przed nagraniem wokali na ten album. Pamiętam byłem tak przestraszony tym co się stało, tym bardziej, że media sprawę rozdmuchały w sposób graniczący z obłędem. Każdy liczył się z następnymi atakami, a ja wyobrażałem sobie, że jest to ostatni przekaz jaki daję, i chciałem żeby był tak intensywny jakby był ostatni. Ludzie cienia to ci wszyscy, od których mało zależy: wszyscy przed telewizorami, radioodbiornikami, którzy zastanawiają się: kurwa dlaczego? Stało się coś, czego ja nie kontroluję, nie mam na to wpływu, coś, czego przyczyną jest konflikt cudzych interesów. Dla mnie ta płyta jest właśnie płytą, "z cienia", o ludziach, mających dość sytuacji, której sami nie kontrolują, o tych mających dość manipulacji, ludziach chcących żyć w świecie prawdy, w świecie, w którym więcej zależy od nich.
Produkcją tej płyty zajęliście się wspólnie: ty i Magic. Czy planujesz w przyszłości zająć się produkcją innych kapel?
Tego nie wiem. Natomiast wiem, że udało się nam wypracować diabelską cierpliwość. Wielu ludzi przy okazji tej płyty odmówiło nam współpracy m.in.: Leszek Kamiński, który potraktował nas bardzo brzydko, wręcz uciekł ze studia, pomimo tego jak mu zaufaliśmy. Wielu ludzi próbowało miksować materiał, niestety z marnym skutkiem. Na szczęście pomógł nam Adaś Toczko, który podjął się tego wyzwania. Mozę w przyszłości, jeżeli pojawią się odpowiednie propozycje, będziemy mogli podjąć się roli producentów, lecz jak na razie jesteśmy pochłonięci własnym zespołem. Nowymi wyzwaniami, które czekają na SN.
Poprzednie płyty były płytami stricte gitarowymi, teraz gitara jest schowana za inne instrumenty. Czy ciężko się było przestawić na produkcję całkiem nowych dla was instrumentów?
Kiedy okazało się że wielu ludzi odmówiło nam współpracy, bądź byli po prostu dla nas za drodzy, wiedzieliśmy, że wszystkiego musimy nauczyć się sami. Razem z Magikiem obłożyliśmy się książkami i krok po kroku poznaliśmy najpierw systemy rejestrujące, komputery, syntezatory, sample, i całą masę tych maszyn. Nie mogliśmy po prostu pracować nad dźwiękami z maszyn, które znamy tylko połowicznie. W pewnym momencie cała elektronika stała się dla nas podobnym narzędziem jak gitara. Ciekawe, że kiedy dałem ten materiał do posłuchania pewnemu muzykowi ze Stanów, stwierdził, iż elektronika jest tu potraktowana w dziwny sposób, w sposób gitarowy.
Obecnie SN to prawie instytucja. Poza tym, że oferujecie fanom muzykę oraz show na najwyższym poziomie, to dodatkowo stworzyliście stronę internetową, która jest bliżej fanów oraz założyliście Noisenation. Zawsze byliście blisko fanów, ale chyba jeszcze nigdy tak blisko?
Tak, nigdy tak blisko i nigdy nie było tyle wyzwań przed nami. Dla mnie Noisenation jest początkiem nowego ruchu artystycznego, ale także czymś w rodzaju nowej subkultury nawet. Już za kilka dni zaistnieje w internetowym dziale Noisenation paru poetów oraz kilku plastyków. Obecnie jesteśmy w trakcie słuchania wielu nagrań demo, gdzie szukamy nowych, szczerych dźwięków. Wszystkich zainteresowanych zapraszam na naszą stronę internetową, tam można przysyłać swoje prace. Adres www.sweetnoise.org Chciałbym aby ludzie z całego świata, mogli w Noisenation odkrywać ciekawą sztukę z Polski. Tam właśnie chcemy dać tym wszystkim artystom szansę zaprezentowania się przed ludźmi, którzy odwiedzają nasza stronę, a jest to wspaniała publiczność, która zna się na pięknie i która jest otwarta na bardzo różne gatunki sztuki i jej przekazu.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że jesteście otwarci na nowych muzyków, lecz na okładce jest zdjęcie tylko waszej trójki: twoje, Magica oraz Henry'ego Tod'a, a reszta składu jest tylko dorysowana.
Wiesz my mamy te sprawy między sobą absolutnie wyjaśnione. My, w trójkę, napisaliśmy cały materiał, lecz to nie oznacza, że w przyszłości to nie ulegnie zmianie. W środku okładki jest również skład koncertowy. Nie jest powiedziane że ci ludzi którzy tworzą ten skład w przyszłości nie wniosą swoich dźwięków. Inna sprawa, że trzeba z nami przejść duży sprawdzian pokory, który karze być tak wnikliwym, że jeden dźwięk można tworzyć przez parę godzin. Na Przystanku Woodstock, Magic, Tod i ja pokazaliśmy pozostałym muzykom naszego zespołu jak chcemy aby traktowano naszych fanów. Podpisywaliśmy płyty i kasety przez kilkanaście godzin, robiąc to z olbrzymią przyjemnością, mimo iż padaliśmy z nóg. Nowi ludzi w zespole muszą to zaaprobować i dać nam dowód, że poważnie podchodzą do naszych fanów i SN, i że nie wymiękną...
A jak doszło do współpracy z A.M. Jopek?
Ania to bardzo ciepła osoba, podchodząca z pasją i również z pokorą do tego, co robi. Wystarczająco wiele rzeczy nas połączyło, dlatego zaprosiłem ją do współpracy. To nie było z jej strony tylko odśpiewanie kilku nut. Zaproponowała nam od siebie wiele opcji, to były piękne melodie, piękne rozwiązania, przepiękny głos. Już gdy rejestrowaliśmy jej wokale w Łodzi wiedzieliśmy, że to będzie coś wielkiego. Ona wniosła magię. Gdy na Woodstock graliśmy ten numer a ona pojawiła się na telebimach, wytworzyła się naprawdę niesamowita atmosfera...
A jak wyglądała sesja do tego klipu, bo wiem, że to również była nietypowa sprawa...
Tak, przyjechało ponad 100 naszych fanów z całej Polski. Tak sobie wcześniej wymyśliłem, że pokażemy rzeczywistość. Pokażemy jak band wchodzi do klubu, jak gra, jak poznaje swoich ludzi, jak przybija z nimi piątki, jak jest z nimi, jak dzieli się z nimi energią. To video miało pokazać, że SN wychodzi do ludzi i jest z ludźmi. Ten klub to nie miejsce bajkowe, to lub jakich wiele w Polsce. Gdy zaczęliśmy grać, rozpętało się prawdziwe szaleństwo, radość, ekstaza, które tak naprawdę trwały dwa dni. Jedynym moim zadaniem było wykrzesać z muzyków energię, bo tak naprawdę publiczności nie trzeba było tłumaczyć, że każde ujęcie jest równie ważne. My także dawaliśmy z siebie wszystko, byliśmy tylko dla nich.
Można by tu zacytować ciebie: "To wszystko dla moich ludzi, To pieśń dla tych którzy są blisko, Dla was z siebie, Dla was wszystko"...
Tak, to jest znamienity tekst, który jest mi bardzo bliski. Już pisząc te słowa, porzuciłem wszystkie obawy. Później mówiłem sobie: napisałeś sam do siebie, na szczęście trochę później powiedziałem również: nie przejmuj się. Jeżeli oni kochają to co robisz, to zrozumienia. Tak naprawdę cała droga Sweet Noise to pieśń dla moich ludzi.
Kilka słów na zakończenie?
Dzięki tym wszystkim, którzy wciąż z nami są...

Rozmawiał: ? ?
Data: ??.??.2002
Źródło: Metal Hammer
<< Powrót
|