Szczera rozmowa z Glacą, liderem Sweet Noise

Nowa wytwórnia, nowe brzmienie na nowej płycie, nowy kolor włosów. Czy także zupełnie nowy Sweet Noise?
To jest zespół Sweet Noise 2002. Zespół na pewno odrodzony i po wielu przejściach. Ja nie ukrywam, że w Polsce trudno się działa, trudno się tworzy, trudno znaleźć partnerów i tak naprawdę, motywację. Nie motywują ani firmy wydawnicze, ani rynek koncertowy. Robienie rzeczy na pewnym poziomie, który w pewnym momencie zaczyna przerastać poziom tego kraju staje się bardzo trudno. Słyszałem wiele opinii takich ludzi jak Preisner i Polański, którzy stwierdzili, że w Polsce można działać tylko do pewnego momentu, a potem trzeba wyjechać, bo nagle zaczyna otaczać cię mur niezrozumienia, wręcz nienawiści i pomimo, że jesteś coraz lepszy, to zaczyna to działać w odwrotną stronę. Dlatego aż trzy lata zajęła nam taka przemiana. Chcąc żeby ta płyta była usłyszana i zauważona, i żeby skierowała z powrotem uwagę na Sweet Noise i poruszane przez nas tematy wszystko musi dobrze współgrać. Jedni działają wizją, tak jak na przykład szanowany przeze mnie bardzo zespół Tool. Oni działają już multimedialnie. Prezentują siebie krótkimi formami filmowymi. Z drugiej strony jest Manson i jego szok. Każdy ma jakiś sposób. Jest to świat szybkiej informacji, szybkich zmian. Miałem tego świadomość i dlatego chciałem zmian, ale z drugiej strony chciałem też aby pozostał ten najważniejszy rdzeń zespołu Sweet Noise czyli treść.

W jednym z wywiadów przyznałeś, że przystępując do pracy nad "czasem ludzi cienia" poszukiwaliście nowej drogi muzycznej. Czy czas hard core'owego grania skończył się dla was bezpowrotnie? Czy po prostu chcieliście dotrzeć do zupełnie nowej grupy słuchaczy?
To hard core'owe granie nie skończyło się jeszcze. Ono nadal jest, zwłaszcza w wydaniu koncertowym. Nawet gdybym chciał to skontrolować na scenie, to nie da się. Na scenie zawsze wychodzi potężny żywioł. Ja już zaczynam postrzegać siebie bardziej jako performera, kogoś kto przekazuje ważne myśli i treści. Uważam, że będziemy działać na wielu płaszczyznach muzycznych. Nie wykluczam powrotu do bardziej ekstremalnych dźwięków, ale będziemy też sporo czerpać z takich gatunków jak electro, hip hop, drum'n'bass, chill-out. Muzyka jest dla mnie oceanem, z którego mogę czerpać i wyławiać cokolwiek chcę i przekształcać to na swoje potrzeby i dlatego fascynuje mnie ta wędrówka. Nasza decyzja łączyła się z dużym ryzykiem. Chciałem wyjść z naszego gatunku i pokazać się fanom jako zespół, który ewoluuje, jak U2 czy David Bowie, czyli ludzie, którzy mają wpisane zmiany w swoją drogę. Chciałbym uniknąć sytuacji, kiedy to grupa fanów typowego metalu, czyli takiej jednej strony Sweet Noise, będzie nam cokolwiek narzucać. Pojawiają się głosy, nawet w necie, że to już koniec Sweet Noise, to nie jest heavy metal, gdzie jest krzyk?, gdzie są gitary? , to już jest koniec. Ja odpisywałem wówczas takim osobom, że chyba nie do końca załapały o co w tym wszystkim chodzi. Nam zawsze chodziło o przekaz, o to żeby intrygować, zainteresować. Gdyby Michał Anioł cały czas rzeźbił tak samo, nikt by się nim nie interesował. A idąc drogą zmian i ewoluując, szukając nowych form stał się wielki.

Słuchając waszej płyty po raz pierwszy od razu doszłam do wniosku, że jednak można w Polsce nagrać profesjonalnie zrealizowaną płytę, w której wokalista, mimo iż śpiewa po polsku, pozwala słuchaczowi dokładnie zrozumieć o czym śpiewa. Powalające jest również bogactwo dźwięków i stylów.
To było naszym głównym założeniem. Komunikacja. Ja to zrozumiałem 2, 3 lata temu na koncercie w Koszalinie. Zadawałem sobie wówczas wiele pytań: jaką płytę mamy nagrać?, czy mamy ją nagrać?, jakim językiem mówić do tych ludzi?, kim oni są i kim my jesteśmy dla nich. I nagle w tym tłumie dostrzegłem dzieciaka, z zaciśniętą pięścią w górze, który patrzył mi głęboko w oczy. Zatrzymałem się na chwile i wykonywałem utwór tylko dla niego. I wtedy zrozumiałem ten przekaz, który od niego płynął. "Mów do mnie jak do przyjaciela. Tak, żebym ciebie zrozumiał. Nie komplikuj. Nie śpiesz się, wyprostuj sprawy. Daj temu odpowiedni tempo i niech słowa płyną odpowiednim rytmem". Wielokrotnie potem sobie to powtarzaliśmy i pytaliśmy sami siebie czy to wszystko jest naturalne, czy nie jest przesiąknięte manierą. Staraliśmy się wszystko wyczyścić z rzeczy które rozproszą. Wszystko było pokierowane właśnie tym: tempo, taka na granicy histerii dbałość o to, żeby słowa były zrozumiałe. Wiedzieliśmy, że hard corem tej płyty nie będą gitary, ale właśnie teksty. Naszym "przekrętem" w tej całej sytuacji było zrobić te produkcję w ten sposób, żeby celowa płyta dostała się do mediów, żeby nie została przeoczona. Nikt nam nie pomagał. Nikt nie robił tej produkcji z nami. Cały czas pilnowałem realizacji na zasadzie: zróbmy to tak, żeby mieć satysfakcję, że wyemituje to np. radio jako piosenkę, której można posłuchać, a z drugiej strony my będziemy mieli satysfakcję, że treść tej piosenki, która jest w tym wszystkim najbardziej rebeliancka, przebije się. Podobny zabieg muzyczny wykonała kiedyś Chumbawumba.

I to właśnie przez to dążenie do perfekcji płyta powstawała tak długo?
Tak. Dążenie do perfekcji, szukanie niezależności. Wiele osób może mi zarzucić, że przesadzam, twierdząc, że polskie wytwórnie przestały dbać o jakość płyt, dźwięku. Wmawianie wszystkim, że w tym jest punk rock i że to nie musi być do końca dopracowane chyba nie jest słuszne. Nawet punk rock powinien być zrobiony tak jak trzeba. Szukając na to sposobu niestety popadliśmy w konflikt z naszą poprzednią wytwórnią Universal Music Polska. Po rozmowach typu: musi być jakość, dostawałem odpowiedź, w Polsce nie musi być jakości. Mamy rynek dopiero od lat dziesięciu i ludzie nie za bardzo kumają ani dźwięku ani tego o czym mówisz, więc wystarczy im średni produkt. I to było tak obraźliwe dla mojej pracy, moich fanów, których znam, którzy niezwykle analitycznie podchodzą do muzyki, którzy słuchają wybitnych zespołów, takich jak Tool, Manson, Black Sabbath. Dlatego mam przed nimi totalną pokorę i dlatego to tyle trwało. Pukaliśmy do wielu drzwi, przeprowadziliśmy wiele rozmów i na końcu wróciliśmy do swojego studia i postanowiliśmy zrobić wszystko sami. Nie było łatwo. Dla kogoś, kto całe życie grał na żywych instrumentach to był taki Mount Everest do zdobycia. Nagle dostajesz przed sobą sampler, komputer, syntezator. Trzeba samemu nagrać gitarę, wokal. Kupić do tego odpowiedni sprzęt. I tak po omacku aż do celu.

Czyli zespół, który do tej pory nagrał trzy płyty, stał się nagle debiutantem?
Dokładnie. I to jest w tym wszystkim najlepsze. Ja bym chciał przed przystąpieniem do nagrania każdej naszej kolejnej płyty stawać się debiutantem. Z jakimś doświadczeniem, ale debiutować. Padało mnóstwo pytań. Czy wiem gdzie idę, co to przypomina, na jakim etapie jest demo. Ja cały czas zwlekałem z odpowiedziami. Nikt nie wiedział co się dzieje. To była taka nasza droga do stworzenia czegoś przez chaos. Porzuciliśmy świadomie coś, w czym ponoć byliśmy doskonali i nagle dostaliśmy świeże pole i to było największe wyzwanie.

Zatytułowaliście płytę bardzo prowokacyjnie: Czas ludzi cienia. Czy teraz jest ten czas? I kim są ludzie cienia?
Myślę, że ten czas właśnie nastał. Szczególnie w Polsce to odczuwam. Sytuacja zmiany realiów jest dla nas naprawdę ciężka. Grupa ludzi dochodzi do władzy, tworzą się nowe systemy, korporacje, zwyczaje. I w całym tym zamieszaniu olbrzymia grupa ludzi znikła w cieniu i przestała mieć wpływ na swoje życie i rzeczywistość. Doszło do wielu manipulacji, wykorzystań. Korupcja, mania zdobywania rzeczy dla siebie. Widzę, że ten kraj jest rozkradany. Ci ludzie, którzy żyją dniem codziennym, pracują za marne grosze, tracą pracę z dnia na dzień, to są właśnie ludzie cienia. My tez jesteśmy tymi ludźmi. Odsunęliśmy się od branży w cień, robiąc płytę na uboczu dla naszych fanów. Mamy z nimi stały kontakt. Co ludzie w swoich miastach, miasteczkach czują się bardzo na uboczu. Nie mają swoich miejsc, klubów i siłą rzeczy wszystko przenosi się do Internetu. Tworzą się małe, prywatne kafejki internetowe. I tam dzieciaki wpisując odpowiedni adres nagle wydostają się w nową przestrzeń. I tam oferuje się im mnóstwo ciekawych rzeczy.

Co oznaczają te straszne maski i postacie w kapturach i togach? Czy to nowy znak rozpoznawczy zespołu?
Tak. Był nam potrzebny znak, który mógł poprowadzić całą płytę. W przypadku ostatniej płyty był to znak człowieka pierwotnego autorstwa Pawła Althammera. Tym razem musiał być to znak który jest odzwierciedleniem czasu ludzi cienia. W cieniu tej maski może się kryć każdy. To człowiek bez twarzy, człowiek wobec systemu, nie ma twarzy, jest iksem. Powoli nasi fani zaczynają rozumieć tę ideę. Sami zaczynają szyć kostiumy. W ten sposób przygotowują się na koncerty i to może być niezły show.

Pomysł zaangażowania kobiecego wokalu na płycie był strzałem w dziesiątkę. Utwór "Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz" jest moim ulubionym. Po prostu czuję, że śpiewasz go w imieniu obojga płci. Kobieta równie dobrze identyfikuje się z tym tekstem.
Pierwszy raz tak ktoś to zauważył. Jestem zaskoczony. Ale masz rację, tak jest. Zresztą być może powtórzymy taki projekt.

Może tym razem Ania Jopek zaśpiewa główną linię wokalną a ty zrobisz tyły?
Kto wie. Wiesz co, że to nawet dobry pomysł takie odwrócenie ról. Super. Pomyślę nad tym. Dzięki! To, że nagraliśmy z Anią to była piękna sprawa. Dobrze że Ania. Kiedy poznaliśmy się w studiu wiedzieliśmy, że nas lubi, ale w studiu okazała się być pełna pasji i pozytywnej pokory przed SweetNoise. Wiedziała, że ma misję, że zespół ma wiernych fanów i nie chciała ich urazić. Sama przygotowała swoje partie wokalne i nagrała to przepięknie, chociaż się trochę bała.

"Mamy coś wyjątkowego i niepowtarzalnego i dosyć mocy aby kopnąć ten sztywny, zblazowany, na wpół martwy rynek muzyczny". Dużo w tym pewności siebie. Może nawet megalomanii a może po prostu wierzysz w to co robisz w 100% do końca.
Mamy dużo pewności siebie. Owszem, w ciągu ostatnich trzech lat przechodziliśmy chwile słabości, obserwując co dzieje się na rynku, jakie produkcje się przebijają. Byliśmy świadkami tego, jak rynek zdusił i unicestwił wiele pięknych projektów. Na przykład warszawski zespół Common, który stworzył dwie wspaniałe płyty i pewnie gdzie indziej na świecie istniałby do tej pory i tworzył a u nas nagle zniknął. Był potężny Dezerter. I nagle zespół ten gra w małych klubach a ludzie, którzy go słuchali, gdzieś się rozpierzchli. Pytaliśmy siebie, dlaczego tak się stało. Tych pytań było dużo i dlatego nagle zaczęliśmy odzyskiwać wiarę w siebie, budować płytę, zaczęli przyłączać się do nas rożni ludzi, Muzycy, ludzie od netu. Przyciągnęła ich do nas muzyka, a nie wytwórnia i splendor na który mogli liczyć. Ci ludzie nie są na ty z systemem, maja swoje porachunki do załatwienia i Sweet Noise stal się dla nich doskonałą platformą. Mamy kontakt z potężną bazą fanów na stronie www.sweetnoise.org . Dla nich zresztą został założony Noiser Club, w którym oferujemy ludziom unikatowe mp3, nagrania z koncertów. W tej chwili kompletujemy bootleg. Co tydzień fani mogą ściągnąć sobie jedną mp3, potem dostaną do tego okładkę i za darmo będą mieć unikatową płytę. To jest zapis koncertu Woodstock 2001. Jest tam także historia powstawania tej płyty, spisana przeze mnie, bardzo szczera od początku do końca i bardzo ciekawa. W tej chwili mamy ponad tysiąc członków Noiser Clubu, nazywamy ich zresztą Noiserami. Są oni w stałym kontakcie z zespołem, dostają od nas informacje na bieżąco, na temat tego co robimy. Ci ludzie tworzą swoją społeczność. Jest ich już ponad tysiąc osób. Ta społeczność jest ponad gatunkami muzycznymi, słuchają różnych rzeczy, To co ich tu jednoczy to, jak jeden z nich napisał, "wyjątkowa troska o piękno drugiego człowieka". My staramy się być blisko i dać dowód temu, że nasze słowa nie są puste. Inną rzeczą jaką uruchomiliśmy na stronie jest Noise Nation. Tutaj przychodzą różne prace, rysunki, poezja, grafiki, zdjęcia, muzyka i inne gatunki sztuki. My to wszystko czytamy i oglądamy i weryfikujemy i oczywiście zamieszczamy na stronie. W przyszłości chcemy stworzyć album z tymi wszystkimi pracami, może płytę z muzyką, zainteresować powoli branżę tym potencjałem.

Może kiedyś wspólna trasa, cos ala Ozzfest?
Mam nadzieję. Już w tej chwili w miejscach, gdzie zespół będzie występował, jeżeli pojawią się tam ludzie z Noise Nation, będą mogli na scenie odczytać swoje prace, pozdrowić znajomych, pokazać że są i coś tworzą. Jest to wyjątkowe i warto temu poświęcić czas. Korzyści są obopólne. My dajemy tym ludziom wyjście z cienia ale my też potrzebujemy ich mocy, po to żeby nas napędzać, abyśmy mogli grac duże koncerty, oprawione plastycznie przez wybitnych artystów. W tej chwili wspiera nas Vahan Bego, Ormianin, twórca monumentalnych dzieł, rzeźbiarz, malarz. Nie ma w tym sztucznego napędu. Jest zespół, ludzie, muzyka. I to nam przysporzyło więcej przyjaciół niż podczas bycia w dużej wytwórni. Nagle media nie są naciskane a są ciekawe tego co robimy. Muzyka jest prezentowana w telewizji, radiu. Wszystko idzie naturalną drogą.

Twoje teksty szokują, nawołują do buntu przeciwko rzeczywistości. Są szczere aż do bólu. Wytykasz ludzkie przywary, najciemniejsze strony ludzkiej natury. Czy ty czujesz, że masz jakąś misję ocalenia/zbawienia ludzkości? A może byłbyś niezłym politykiem?
(śmiech) Nie. Zatraciłbym się w tym. Poza tym musiałbym iść na kompromisy. Zresztą wielu największych buntowników, którzy zostali wprowadzeni w ten świat, niewiele mogą zmienić swoją rebelią. Zaczyna się żmudna papierkowa robota i to już na pewno nie jest dla mnie. Ja chciałbym być takim podpalaczem jakiejś idei. I to mi zupełnie wystarczy. Chciałbym przede wszystkim powtarzać ludziom, że są piękni, niezwykli, że jest w nich energia, moc, wolność.

Zagraliście niedawno na przystanku Woodstock, festiwalu będącym ewenementem na skalę światową. Jak tam się znaleźliście i jak wrażenia po?
W zeszłym roku zaprosił nas tam Jurek Owsiak. Myślę, ze stało się tak, ponieważ był naciskany przez ludzi listami, mailami typu: "Jurek, jest taki zespół w Polsce, nie udawajmy, że go nie ma. Zaproś go. Chcemy zobaczyć co sobą zaprezentuje. Zgodziłem się, ale na swoich warunkach. Potrzebowaliśmy więcej czasu na scenie niż inne zespoły. Powiedzieliśmy, że będzie ogień, będzie teatr, duży show i będzie pokazana przemiana zespołu na oczach ludzi. Zagramy 4 stare utwory, przejście i nowe granie. Nikt tak naprawdę, łącznie z nami nie wiedział, co się stanie. Zagraliśmy. Zaszokowaliśmy tłum ludzi, jakieś 150 tysięcy. W tym roku ponownie dostaliśmy zaproszenie i tym razem zrobiliśmy jeszcze większy show i jeszcze większy tłum nas słuchał, ok. 300 tysięcy ludzi. Oni wiedzieli na co czekają, wiedzieli, że my przygotowywaliśmy się do tego prawie 2 miesiące. Dzień wcześniej podpisywaliśmy płyty, mieliśmy kontakt z publicznością. I było naprawdę przyjemnie i szczerze. Mam nadzieję.

Jaki jest Glaca prywatnie? Co robisz, kiedy nie grasz? Czy twój niecodzienny image nie sprawia, że panie w urzędach na Twój widok wybałuszają oczy, a sprzedawcy w sklepach robią znak krzyża?
No ludzie zwracają na mnie uwagę. Ale staram się jednak nie rzucać w oczy. Mój idol, Robert De Niro potrafi wyjść na ulicę bez przebrania i zrobić taki grymas, przejść taką przemianę że nikt go nie pozna. Mnie też się to udaje. Ale synka Ani Jopek wystraszyłem na początku. Teraz jednak jest ok. Ja zresztą uwielbiam dzieciaki. Ma córkę, z którą mam dobry kontakt. Córka zresztą od początku żyje wśród moich idoli, przyjaciół i jako mała dziewczynka mówiła na Marylin Mansona, "wujek Marylin". (śmiech). Nic jej nie szokuje. Słucha naszej płyty i zna całe teksty na pamięć. W jej ustach brzmią one jednak komicznie. A tak poza graniem to i tak zajmuje się tylko zespołem. Marzę o wypoczynku, ale to jeszcze nie czas. Nie mogę oddać wszystkiego w obce ręce, bo utoniemy, no chyba żebyśmy wylansowali jakiś gigantyczny hit. Sukces komercyjny nie jest jednak naszym głównym celem. No i co jeszcze...czytam książki, oglądam filmy i to całe moje życie.

Może na koniec jakieś Twoje osobiste przesłanie do Mieszkańców Miasta Plusa.
Chcę powiedzieć, że dziękuję Wam za energię, nawet jeśli nie jesteście fanami Sweet Noise, bo przecież nie to jest podstawą naszych kontaktów. Pozdrawiam was serdecznie. Wielki szacunek od zespołu. Bądźcie sobą, nie bójcie się walczyć o swoje prawa, o cokolwiek, co uważacie, że się Wam należy. Jesteście piękni i macie moc i fajnie to czuć.


Rozmawiała: Izabela Fręchowicz
Data: ??.08.2002
Źródło: www.miastoplusa.pl

<< Powrót