|
1 września odbył się koncert z okazji piętnastolecia istnienia zespołu. Zaczynaliście w Swarzędzu, ale tak na dobrą sprawę przez długi okres czasu nie pojawialiście się tutaj.
Ze Swarzędzem łączą się dla nas dobre sprawy. To po prostu zawsze było dobre miejsce do działania dla tego zespołu – zawsze odczuwałem wsparcie ludzi, którzy tutaj mieszkają, z którymi się wychowywałem i którzy nas otaczali. I nawet jeżeli nie było to wsparcie aktywne, to nikt nam w naszej działalności nie przeszkadzał. A kiedy zaistniały pierwsze wydania płyt, pierwsze zaistnienie tego bandu na skalę ogólnopolską, to była to poważna sympatia i trzymianie kciuków. Od zawsze odbywały się tutaj próby, w różnych miejscach w Swarzędzu. A od dłuższego czasu mają one miejsce w moim domu, który zawsze tętnił naprawdę mocną muzyką i nikt nigdy się nie skarżył, mimo że są to bardzo głośne dźwięki. Sam koncert jest dla mnie o tyle ważny, gdyż chcę wszystkim tym ludziom powiedzieć: „Dziękuję”. Oni są tym otoczeniem, w którym artysta działa i tworzy, a jeżeli jest ono wrogie i nieprzyjazne, to odbija się to później na całej jego działalności. Tymczasem zawsze otaczała ten zespół dobra energia... Z władzami było przez wiele lat „nijak”. Pomocy, o którą zwracaliśmy się do ludzi, którzy – myślę – w tej chwili nie mają z władzą nic wspólnego – nie otrzymaliśmy. O różne rzeczy na różnym etapie nam chodziło i musiało minąć piętnaście lat, zanim doszło do tego, że teraz gramy tutaj. I tak naprawdę to mnie najbardziej cieszy – że jest to rzecz, która w jakiś sposób zaczęła się od takiego „ciśnienia” ludzi na to, żeby wreszcie zobaczyć ten zespół. Tymczasem zaprasza się tutaj wykonawców z całej Polski, a pod ręką jest band, który – sądzę – ma za pasem swoje zdobycze i dokonania... Dlatego też warto pokazać ludziom z tego regionu, co to jest, że mamy możliwość zapraszania takich zespołów jak: Pidżama Porno, Slums Attack z Peją, a są to zespoły, które również jeżdżą i występują dla dziesiątek tysięcy ludzi. Dobrze zatem, że to się w tej chwili dzieje i mam nadzieję, że „Revolucje” nie są ostatnią rzeczą, która się tutaj wydarzy. Być może pociągnie to za sobą cykliczny koncert, który odbywałby się co roku, tym bardziej, że byłaby to szansa, czy też doping dla ludzi, którzy działają gdzieś w podziemiu. Trzeba tylko pokazać, że warto.
Jesteście zatem nastawieni na promocję „undergroundu”...
My promujemy „underground” na co dzień. Przychodzą do nas obrazy, rysunki, wiersze, muzyka... Są to twórcy związani z wieloma dziedzinami sztuki – ze sztuką video, z nowoczesną kreacją multimedialną i komputerową. Tych ludzi zrzesza Noisenation (www.sweetnoise.org), a w całej Polsce odbywają się wystawy, na których prezentowana jest ich twórczość. Noisenation ma też swoich liderów, jednym z nich jest Vahan Bego – człowiek, który współpracuje ze Sweet Noise. Jest on naprawdę poważnym malarzem, rzeźbiarzem, a także performerem, który występuje z nami na scenie i dba o naszą oprawę wizualną. Z nim również, zwłaszcza od strony koncepcyjnej, powstawała nowa płyta Sweet Noise – on jest najlepszym przykładem tego, że jest jakieś „okno na świat” dla Noisenation. A dowodem na to, że promowanie się udaje jest zespół Shahid - band, który przyłączył się do Noisenation już na samym początku, który w pewnych kwestiach idzie tropem Sweet Noise, a który udało się tutaj sprowadzić. Myślę, że możemy być zadowoleni, że tego typu przedsięwzięcia dają rezultat.
Z czyjej inicjatywy doszło do organizacji „Revolucji”?
To był pomysł, który padł z mojej strony. Przy okazji odbierania w ratuszu nagrody dla „Animatora Kultury” powiedziałem, że tak naprawdę najlepszą formą kultury, która by się tutaj przydała jest koncert tego zespołu, gdyż w taki właśnie sposób komunikuje się on z ludźmi. Warto więc pokazać mieszkańcom, co to tak naprawdę jest i zrobić coś, czego nie trzeba znowu tak daleko szukać – tu powstał zespół, który został nagrodzony przez branżę przyjętymi lub nie przyjętymi przez nas Fryderykami... Wielokrotnie również wypowiadałem się w ogólnopolskich mediach o sprawach, które dotyczą życia, dlatego, że to życie jest mi bliskie, bo żyję na co dzień wśród ludzi, obserwuję ich los i to, co się dzieje w Polsce – a zarówno na płaszczyźnie gospodarczej, jak i społecznej wiele z tych rzeczy jest dla mnie oburzających, nie tylko sytuacja młodych ludzi, ale sytuacja ludzi w ogóle. Coraz więcej zatem trzeba robić, coraz bardziej trzeba pokazywać ludziom, że są czymś ważnym, istotnym i że pewne rzeczy odbywają się nie po to, by władze tego kraju, czy regionu, czy miasta cieszyć i zadawalać i dawać okazję do łatwego zarobku, ale dlatego, że pewne inicjatywy są po prostu potrzebne – po to żeby ludziom się żyło łatwiej i przyjemniej. I dlatego jest to dobry moment na pewne zmiany... Nie ma odwołania, ani drogi wstecz – scena już powstaje. I jest to precedens, bo zdarzyło się to po raz pierwszy.
Tym bardziej, że wstęp na koncert jest wolny. Ciekawa koncepcja – wychodzi się do ludzi, nie żądając nic w zamian...
Tak, z tymże tego typu działania są na dłuższą metę niebezpieczne. Sztuka jako taka, muzyka jest rzeczą, za którą na całym świecie się płaci. Uważam, że to powinien być wyjątek – tylko dlatego, że jest to pierwszy taki koncert, tylko dlatego, że jest pierwszy. Tak naprawdę wszystkie festiwale i tego typu imprezy powinny się odbywać za bilety, bo to po prostu inaczej smakuje – jak się za coś zapłaci, to ma się do tego szacunek. Dotyczy to także programów pirackich – ściągnąłeś coś za darmo, więc tego nie szanujesz, mimo tego, że wiele osób pracowało nad czymś – żeby to stworzyć, ulepszyć, dostarczyć... Pewien rodzaj utraty szacunku dla polskiej sceny w ogóle wiąże się z tym, że w miastach całej Polski odbywają się – głównie w sezonie letnim – darmowe koncerty. Odpowiada mi jednak ta idea, że pierwsza tego typu impreza, pokazanie czegoś związanego z kulturą mieszkającym tu ludziom, może się odbyć nieodpłatnie. I tak jest dobrze.
Zmienił się jednak w międzyczasie charakter tego koncertu.
Tak, śmierć Docenta, który grał z nami przez ostatnie parę miesięcy – nie była to tak naprawdę długoletnia współpraca, ale długoletnia przyjaźń, która zaczęła się na początku drogi Sweet Noise. Kiedy w 1995 r. wydawaliśmy „Getto”, pojechaliśmy z zespołem Vader, który już wtedy jeździł po świecie, który miał za sobą jedną, dwie trasy po Stanach, Docent grał z nami – zagraliśmy razem jeden pełen koncert, ten miał być drugi. Docent nagrał bębny na nową płytę Sweet Noise i cóż... Nasza współpraca układała się bardzo dobrze, mieliśmy wspólnie zrobić następny ruch, którym będzie międzynarodowe wydanie płyty przez Sweet Noise i pewnie wyjazd na jakieś światowe koncerty. Do tego zawsze dążyłem i bardzo chciałem, żeby był z nami. A na koncercie– niestety – już go nie było... Zagraliśmy jednak utwory z nowej płyty w charakterze takiego „pokazania”: co on z nami zrobił i pokazania jego samego. Będzie to też okazja do powiedzenia mu: „Dziękuję”. Stąd też kolosalnie, zwłaszcza dla nas, zmienił się charakter całego koncertu. Ta zmiana wstrząsnęła również samym koncertem, ale pojawił się człowiek, który go zastąpił i dał radę nauczyć się całego materiału. Natomiast trudno o tym zapomnieć, zresztą i tak pamięć jest najważniejsza.
Jak zatem wygląda wasza teraźniejszość? Pracujecie nad nowym materiałem?
Mamy już zrobiony materiał. Tak naprawdę był on „zapięty” już jakiś czas temu. W tej chwili staramy się o wydanie za granicą tej płyty, staramy się o kontakty z promotorami, z ludźmi, którzy organizują koncerty, chcielibyśmy wyjechać z Polski i pograć dla ludzi na świecie – tak naprawdę jest to w tej chwili główny cel. Przygotowujemy się do tego cały czas, tworzymy nowe rzeczy, gdyż cały czas zmieniają się koncepcje, poszerzamy też w jakiś sposób instrumentarium – cały czas szukamy, eksperymentujemy z innymi muzycznymi „stronami”. Do końca roku będziemy jeszcze pracować nad nowymi utworami i zobaczymy czy dołączymy je do nowej płyty, czy jest już ona zamknięta – skończonych jest 11 utworów. Czas pokaże, czy coś do tego dorzucimy...Teraz jest to praca nad tym, aby wyprowadzić zespół na szersze wody, nie poprzez start z dużej wytwórni, ale poprzez niezależne kontakty, które ten start ułatwią, nie narażając zespołu na oszustwa i złodziejstwo, które – niestety – istnieją w tej branży.
Warto na koniec wspomnieć o nagrodzie... Ma ona dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie?
Dla mnie tak naprawdę nagrodą jest koncert. To jest coś, o czym marzyłem – mieszkam tutaj wiele lat, udało mi się zrobić coś, z czego jestem zadowolony, co ma duży wymiar, a co pokazaliśmy chociażby na Woodstock, gdzie oglądało to 400 tys. ludzi. Nie móc tego pokazać tutaj albo nigdy tego nie pokazać byłoby poważną porażką, żalem i czymś, co nie powinno się zdarzyć... I to jest właśnie nagrodą. A do innego typu nagród nigdy nie przywiązywałem dużej wagi. Oczywiście dobrze, że coś się zmieniło, że zostaliśmy zauważeni przez ludzi, którzy tutaj działają. To jest dobre pod tym kątem, że urodziło to działanie, które jest najważniejsze. A ludziom, którzy to współtworzyli i umożliwili chcę powiedzieć: „Dziękuję”. Mam nadzieję, że za rok również odbędzie się taka impreza – i czy zagramy na niej, czy nie – jest pomysł, jest nazwa i otwarta droga do tego, by coś zrobić. I przez cały rok można się do tego przygotować.

Rozmawiał: Maciej Nowak
Data: 06.09.2005
Źródło: www.swarzedz.pl
<< Powrót
|