Kilka pytań do... - Glacy - lidera formacji Sweet Noise

Artystyczna droga Sweet Noise przełamuje muzyczne bariery, wiedzie przez różne nurty i środki wyrazu. Ostatnio zawiodła muzyków do RPA, gdzie powstał najnowszy album pt. "The Triptic". Splatają się na nim polskie doświadczenia Piotra "Glacy" Mohameda i jego afrykańskie korzenie. O kulisach powstania nowej płyty z wokalistą Sweet Noise rozmawia nowy współpracownik serwisu "World Top Up" - Maciek Nikodemski.

Minęły 3 lata od waszej poprzedniej płyty. Kilkakrotnie odkładaliście wydanie nowego albumu...
Tak, przez ostatnie trzy lata sporo się wydarzyło, w tym tak tragiczne rzeczy jak śmierć Doca. Było też sporo radości, kontaktów z fanami i inspiracji. Wydanie płyty odkładaliśmy dlatego, że materiał ciągle nas nie zadowalał. Zdecydowaliśmy się na działanie w internecie, ponieważ jest to w tej chwili jedyny wolny środek komunikacji, co bardzo nam pasuje. Mimo to płyta ujrzała w końcu światło dzienne...

A dlaczego w Afryce?
Zainspirował nas człowiek, który podróżował po Afryce i mieszkał w niej wiele lat. Nawiązaliśmy kontakt z ludźmi, których nam podpowiedział. Poprosiłem jednego z nich, Warricka Sony, żeby przerobił utwór "Give it all away". Odesłał mi kilka wersji, były na tyle przekonujące, że zdecydowaliśmy się pojechać do RPA.

Warrick Sony powiedział kiedyś, że Twoja muzyka jest przeładowana środkami wyrazu. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad operowaniem ciszą?
Tak...(śmiech). Teraz dużo o tym myślę. Na The Triptic wspólnie z Warrickiem i wieloma innymi ludźmi szukaliśmy miejsca, gdzie można wstrzyknąć afrykańską duszę. Ta płyta jest kompromisem wielu osobowości, które miały wpływ na jej powstawanie, ale faktycznie, nasza muzyka na początku znokautowała Warricka. Sweet Noise to zawsze był hałas, ale kto wie czy naszym następnym krokiem nie będzie większy minimalizm w doborze środków wyrazu.

A czym jest dla Ciebie krzyk?
Krzyk jest dla mnie wielką zagadką. Nie wiem skąd się wziął i co do końca wyraża. Jest głosem podświadomości i zarazem kluczem do niej. To potężna bomba emocjonalna, która zawiera w sobie wszystko, archetypy, przyszłość, przeszłość i alterego.

Połączyliście już elektronikę z gitarowym brzmieniem, hard-core z hip-hopem i popem, alternatywę z komercją. Czy jest coś, czego w muzyce nie da się połączyć?
Wydaje mi się, że można wszystko, ale musi tym kierować jakaś idea. Jeśli ktoś opowiada historie, może to robić wieloma barwami, tak jak to czynią malarze. Kiedy jednak nie ma jednej lini opowieści, nie ma powiązanej ze sobą treści, wówczas są to same barwy. Czego byś wtedy nie zmieszał, będzie to sztuczne. Na The Triptic każdy z utworów jest konkretną historią, dlatego opowiadam ją różnymi barwami.

Na wcześniejszym etapie twórczości mocno buntowałeś się przeciwko rzeczywistości. Od "Czasu ludzi cienia" sprzeciwiasz się utartym kanonom i schematom w muzyce. Co teraz budzi Twój gniew?
Owszem, zawsze odczuwałem ból niemocy wyjścia z pewnych kanonów i schematów. Ciągle staram się z niego uwolnić, ale buntuję się na wielu płaszczyznach. Nie akceptuję porządku, w którym jedni żyją w dostatku i bogactwie, a inni, na drugim końcu świata na skraju ubóstwa, chorują, głodują i umierają od wojen. Rządy najbogatszych państw, które mogłyby tę sytuację zmienić, nic w tym kierunku nie robią, dlatego zamiast jednoczyć ten świat, dzielą go. Media wykrzywiają tą rzeczywistość, tworzą konsumpcyjny obraz, który sprawia, że żyjemy w bańce mydlanej - mam ochotę ją przebić.

Warrick Sony porównuje rządy IV RP do prawicowo chrześcijańskiego rządu RPA z czasów apartheidu. Czy Twoja ocena stanu polskiej demokracji jest równie surowa?
Warrick oceniał to z daleka, gdyby doświadczał tych wszystkich absurdów na własnej skórze, jego ocena z pewnością byłaby jeszcze surowsza. Było to słabe i dobrze, że się skończyło, ale jestem krytyczny wobec wszystkich naszych rządów. Sterowały przemianami w taki sposób, że nie idziemy najszybszą drogą rozwoju. Kiedy patrzę na naszych sąsiadów, widzę, że mamy sporo do nadrobienia.

Wróćmy do Twojej podróży do Afryki. Nagrałeś płytę w dawnym ośrodku apartheidu, czy można ją uznać za symboliczne połączenie Czarnego z Białym?
Dotarło to do mnie dopiero, kiedy się tam znalazłem i przekonałem się jak żywe są jeszcze te podziały. Odkryłem też wiele podobieństw pomiędzy RPA i Polską, ucisk i kontrola systemu, które dławią wolność. Teksty powstały w Polsce, ale odnoszą się również do sytuacji w RPA. To się pięknie ułożyło, że nagrałem płytę właśnie tam, z tymi ludźmi i że mogłem się odnieść do sytuacji w Południowej Afryce.

Dlaczego śpiewasz o Polsce w Afryce?
Kiedy śpiewałem utwór napisany w Polsce w środku afrykańskiego getta na soundsystemie, zauważyłem, że on się odnosi również do tamtej rzeczywistości. Wyjście na szerokie wody, sprawia, że nie jesteś uwiązany do jednego kraju, rynku, jednej małej sceny. Możesz spojrzeć na coś z zewnątrz, nabrać dystansu i porównać to z czymś, czego jeszcze nie znasz. To daje szersze spojrzenie.

Czego tak naprawdę potrzeba Afryce?
W miejscu, w którym zderzają się interesy mocarstw, człowiek nie jest ważny i to jest bolesne. Afryka to dla Zachodniego Świata miejsce wydobycia ropy naftowej, złota i diamentów. Często zapomina się, że na tej ziemi żyją ludzie, którzy potrzebują naszego wsparcia. Potrzebne jest jednoczenie się ludzi ponad podziałami, które wprowadzają rządy i systemy administracyjne, bo tam gdzie się zderzają interesy mocarstw leje się krew i cierpią ludzie.

Czy muzyka może jej pomóc?
Muzyka jest potężną siłą, dzięki której można docierać do ludzi. Płyty Boba Marleya we wszystkich gettach Afryki są tego świetnym przykładem. Energia i wibracja, którą on im zaproponował jest ciągle żywa. Potrzebni są ludzie, którzy będą mówili o nierówności społecznej nie tylko w Afryce, ale na całym świecie. Im więcej nas będzie, tym lepiej.

Urodziłeś się w Sudanie, czy dzieciństwo tam spędzone ukształtowało w jakiś sposób Twoje myślenie o zachodniej cywilizacji?
Wydaje mi się, ze miało to bardzo duży wpływ na mój światopogląd. Wyjeżdżałem ze skąpanej w słońcu Afryki, przejeżdżałem przez o niebo bardziej rozwiniętą, kolorową Europę Zachodnią, a kończyłem w szarej rzeczywistości PRL-u. Ta nierówność za każdym razem wywoływała u mnie wielki szok. Zastanawiałem się dlaczego po dwóch stronach muru toczy się zupełnie inne życie, a gdzieś za morzem jest jeszcze inaczej. Cieszę się, że żyjemy w czasach, w których tak wiele się zmieniło. W bezkrwawy sposób narodziła się wolność, zupełnie nowa rzeczywistość dla Polski. Od kilku lat mam szeroko otwarte oczy ze zdziwienia, bo obok negatywnych rzeczy dzieje się bardzo wiele pozytywnych.

Opowiadasz na The Triptic o polskiej rzeczywistości i wplatasz w tę płytę swoje afrykańskie korzenie. Czy można ją zatem uznać za Twoją podróż w głąb siebie?
Każdemu albumowi staram się oddać całego siebie. Maksymalną koncentrację, ciężką pracę. Staram się, żeby zapadły ludziom w pamięć na wiele lat, żeby do nich wracali. Myślę, że każda płyta jest taką podróżą w głąb siebie, ale ta była najgłębszą. Z jednej strony dużo rzeczy zbudowała, z drugiej strony zniszczyła, ale na pewno wiele zmieniła.

A jaka będzie kolejna płyta, będą nowe środki wyrazu?
Musza być nowe środki wyrazu (śmiech). Bez progresu - poszukiwania nowych środków wyrazu, zmieniania siebie i rzeczywistości - nie ma rozwoju. Szkoda życia i naszych możliwości na to, żeby stać w miejscu. Dzięki technologii coraz mniejsze środki są potrzebne ludziom żeby mogli tworzyć własną muzykę, czy sztukę w ogóle. Oczywiście potrzebna jest pasja i natchnienie, ale nie trzeba iść już starą drogą. Nie trzeba szukać już wytwórni i promocji, można wydawać muzykę samemu, to wiele ułatwia.

Zostanie na niej jakiś ślad po Twojej podróży?
Na pewno, możliwe, że będzie nawet z nią mocno związana. Ciągle zastanawiam się, czy mogłem zrobić coś więcej. Na pewno będę jeszcze drążył ten temat, może umieścimy kilka utworów w innym brzmieniu. Marzą mi się bardziej minimalistyczne kompozycje. Chcę dążyć do rzeczy absolutnie ważnych.

Czyli następna płyta będzie o Afryce w Polsce?
Nie wiem gdzie będzie (śmiech). Jestem niespokojnym duchem, człowiekiem, który ciągle podróżuje. Nagrywam tam, gdzie czuję inspirację. Nie czułem, że mogłem skończyć Triptic w Polsce, dlatego szukałem innego miejsca.

A co Cię teraz inspiruje?
Filmy samurajskie, jestem pod ich magicznym wpływem. Kodeks samurajski zawsze mnie pasjonował. Czuję powinowactwo zarówno z Wilkiem stepowym Romana Hessego, jak i z takimi samotnikami, jakimi byli Ronini. Fascynuje mnie konsekwentne podążanie drogą, którą się kiedyś wybrało, a w to się wpisuje samotność.


Rozmawiał: Maciek Nikodemski
Data: 29.12.2007
Źródło: worldtopup.nadaje.com

<< Powrót